Artur Mroczka: Jest szansa wygrać w Gorzowie

PGE Ekstraliga

Składy

  wydrukuj podstronę do DRUKUJ24 kwietnia 2018, 22:30 komentarzy 5
Artur Mroczka

Artur Mroczka (fot. Sebastian Siedlik)

Po słabszym występie na inaugurację sezonu 2018 przed własną publicznością, znacznie lepszy występ w spotkaniu z Get Well Toruń, zaliczył Artur Mroczka. Zawodnik ten do wyniku 51:39 na korzyść Grupa Azoty Unii Tarnów, dołożył 8 „oczek”.

Dwa swoje pierwsze starty Mroczka wygrał bardzo wyraźnie. Później przyszły słabsze chwile w dwóch biegach, jednak ogólnie zaprezentował się on już znacznie lepiej niż w spotkaniu z Falubzem Zielona Góra. – Na pewno w tym meczu była już u mnie inna jazda, inne ściganie. W pierwszych biegach przypilnowałem startów tak, że rywale nie mieli szans, a później – też ciężko jest wygrać wszystkie biegi, tak jak Nicki. Trafiły mi się te dwa zera jednak, tam też jechałem chyba z Doyle’m i Holderem. Oni też się wtedy już spasowali i lepiej im szło. Przegrałem w nich start i było ciężko, aczkolwiek widać było, że Kuba (Jamróg – przyp. red.) może też wyprzedzać po trasie. To jest jednak wychowanek, zna ten tor trochę inaczej. Ja jestem zadowolony z wyniku drużyny. Cieszę się też, że w końcu trochę wróciłem do gry – mówił, zadowolony ze swojego rezultatu, Artur Mroczka.

Jeden z wyścigów zakończył się w sposób nietypowy. Prowadzący zawodnik nie zorientował się, że minęły już cztery okrążenia i na pełnym gazie przejechał jeszcze dodatkowe „kółko”. Przyznał, że kiedyś zamknął gaz za wcześnie, zatem z dwóch scenariuszy w niedzielę z pewnością wybrał ten lepszy. – To jest to, że to ekstraliga i tu są takie nerwy, że ja w ogóle wtedy nie wiedziałem flagi, ani niczego. Nie wiem, czy to jest z takiego podniecenia, czy z czegoś innego, ale tak bywa. Obejrzałem się na koniec i pomyślałem: „gdzie oni są wszyscy, przewrócili się?”. To po prostu głowa jedzie i czasami tak się dzieje. Kiedyś zamknąłem gaz po trzech kółkach i nie wszedłem przez to do finału Mistrzostw Świata Juniorów. Tym razem pojechałem jedno kółko dalej, czyli wychodzi na to, że po latach się wyrównało – skomentował całe zajście.

Niedzielny pojedynek z torunianami poprzedziły sesje treningowe w piątek i w sobotę. W tej pierwszej wzięli udział juniorzy z Wiktorem Kułakowem i Arturem Mroczką oraz gościnnie Marcinem Rempałą. W sobotniej natomiast trenować mogli już wszyscy zawodnicy „Jaskółek”, włącznie z Duńczykami. Niemniej jednak wówczas na torze zabrakło właśnie Mroczki. – Do Tarnowa przyjechałem w piątek i jeździłem chyba tylko ja z Wiktorem Kułakowem i juniorzy. Na początku coś mi nie pasowało, zmieniłem w motorach to, co chciałem i okazało się, że dwa silniki jadą tak samo podobnie. W tym meczu jechałem tak naprawdę na jednym motocyklu. Nie wiadomo, co byłoby, gdybym pojechał na drugim. Mogło być jeszcze lepiej, a może gorzej. Na razie wiem, co jest i nie będę tego chciał psuć, tylko robić tak, aby było lepiej. Na pewno nie będę za dużo zmieniał i zobaczymy, jak to wyjdzie dalej. Trzeba po prostu pilnować pozycji i startów, to jest dzisiaj najważniejsze – podkreślił.

Lepszy występ wychowanka GTŻ–u Grudziądz wiąże się z pewnością z tym, że możliwości jazdy, treningowej lub meczowej, jest coraz więcej. Przed inauguracją był z tym bowiem problem. – Początek był taki, że nie było sparingu, ani zbyt dużo jazdy spod taśmy. Ja wtedy pojechałem tylko jeden trening, wszystko wyglądało super, a na meczu z Falubazem było zupełnie inaczej. Sprzęt też w sumie nie do końca był dopilnowany tak, jak być powinien. Tym razem wszystkiego już przypilnowałem, na ten mecz z Toruniem. Tak naprawdę ten wynik, to przez ten sprzęt, bo silniki mam wyremontowane. Majster z Grudziądza wziął je pod swoje skrzydło. Mówił „dawaj Artur, coś trzeba zrobić, bo to nie jedzie”. Chciałbym mu podziękować. W tym tygodniu zrobiłem takie inwestycje, dużo trenowałem na crossie, to na pewno też pomogło zrobić ten wynik.

Na koniec zawodnik został zapytany o kolejny wyjazdowy mecz, tym razem w Gorzowie Wielkopolskim. Z pewnością ten teren jest bardzo rudny dla drużyn przyjezdnych. W szeregach ekipy Stanisława Chomskiego małe spustoszenie zrobiły jednak ostanie urazy, niemniej jednak to gorzowianie będą faworytem potyczki, którą zaplanowano na 29 kwietnia. Swojej szansy spróbują natomiast upatrywać tarnowskie „Jaskółki”. – Uważam, że jak dobrze podejdziemy do tego spotkania i początek będzie np. dla nas, to jest szansa wygrać w Gorzowie. Tam jest trochę kontuzji – nie ma Vaculika, nie ma juniora. Aczkolwiek nie wiadomo, jak naprawdę będzie, bo to można sobie teraz mówić, a może się okazać, że będzie mega ciężko, albo tak, że będziemy walczyć jak równy z równym. Ja w Gorzowie jeździłem dwa lata. Wiem, co robić na tym torze i postaram się wykonać to, co w meczu z Toruniem. Może będzie trochę lepiej, a jak pojadę na takim poziomie, to na pewno będę zadowolony, trener i może drużyna będzie miała dużo łatwiej. Może się pokusimy nawet o zwycięstwo – zakończył z uśmiechem, mówiąc o następnym ligowym spotkaniu, Artur Mroczka.

źródło: własne


Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News

Obserwuj nas!
Artykuł załadowany: 1.0836 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl