REKLAMAYT
REKLAMAwosp

Madsen nadal marzy o tytule Mistrza Świata

Leon Madsen

Leon Madsen (fot. Patryk Kowalski)

W ostatnim finale tegorocznych Indywidualnych Mistrzostw Europy, rozegranym w Chorzowie, klasą sam dla siebie był Leon Madsen. Duńczyk zakończył zmagania z kompletem 18 punktów i został najlepszym zawodnikiem na Starym Kontynencie.

Magia Stadionu Śląskiego udzieliła się temu utalentowanemu zawodnikowi. Gdy inni mieli problemy z rozpracowaniem ułożonego na tym obiekcie toru, on radził sobie na nim wyśmienicie i nawet po przegranym starcie z pól zewnętrznych, ostatecznie linię mety mijał przed rywalami. Na koniec mógł dwukrotnie odsłuchać hymnu Danii, jako triumfator czwartego finału, jak i całej serii. – Było to niesamowite, wielkie wydarzenie. Cieszę się, że udało mi się zakończyć zmagania w Indywidualnych Mistrzostwach Europy z kompletem punktów i wygrać wszystko. To naprawdę świetne uczucie. Wiele przechodziłem w ciągu kilku poprzednich lat. Walczyłem bardzo mocno, aby osiągnąć ten cel. To była długa droga do sukcesu. Teraz jestem w tym miejscu, czując wielką ulgę, co jest wspaniałym uczuciem. Mam wokół siebie dobry team. Dobrze, że miałem również wsparcie od rodziny i swojej dziewczyny. Wszyscy jesteśmy bardzo szczęśliwi – skomentował swój rewelacyjny występ, Leon Madsen.

Niektórzy mieli wątpliwości, czy poradzi sobie on z powierzonym mu zadaniem, do cyklu przystąpił bowiem z „dziką karta”. Nie mógł jednak wziąć udziału w krajowych eliminacjach, ponieważ tego samego dnia (20 kwietnia) zobowiązał się do występu w turnieju Speedway Best Pairs, rozgrywanego w Rzeszowie. Dotrzymał słowa danego wcześniej swoim darczyńcom, a od firmy One Sport dostał szansę, którą wykorzystał w 100%. Stracił jednak wówczas również szansę walki w eliminacjach do cyklu Speedway Grand Prix, a po tak dobrym sezonie i triumfie w Speedway Euro Championship po cichu liczy na bycie zauważonym również przez organizatorów tamtych zmagań. „Kolejka” po stałe zaproszenia będzie w tym wypadku jednak dosyć długa. – Powiedziałem organizatorom z One Sport, że pojadę dobrze w tym cyklu. Na szczęście przyznali mi „dziką kartę”. Zobaczyli niesprawiedliwość, w tym co przydarzyło mi się w Danii z tamtejszymi kwalifikacjami. Nie miałem szans awansować zarówno do SEC, jak i cyklu Grand Prix. Coś około miesiąca przed tą datą dowiedziałem się, że duńska federacja zmieniła termin eliminacji na ten sam dzień, w którym jeździliśmy w Speedway Best Pairs i nie mogłem z tego zrezygnować. W okresie zimowym ustalone zostały szczegóły z klubem z Landshut i dużą firmą sponsorską, która wyłożyła sporo pieniędzy, abym wystąpił wtedy w Rzeszowie. Gdy daję słowo, to go dotrzymuję, musiałem zatem jechać w tych zawodach. Tak to wygląda. Cieszę się chociaż z tego, że mogę powiedzieć, iż dotrzymałem słowa. Jak wspomniałem, nie mogłem odwołać udziału w tym turnieju, trochę niesprawiedliwe było to, że nie miałem szansy wziąć udziału w kwalifikacjach. Jestem zatem bardzo szczęśliwy z tego sukcesu i dziękuje One Sport za przyznanie mi „dzikiej karty”. Teraz mogę tylko trzymać kciuki i liczyć na to, że może czeka na mnie coś większego w przyszłości. Mogę mieć tylko nadzieję, to nie zależy ode mnie, ale zdecydowanie uważam, że byłbym dobrym kandydatem. Myślę, że mój cały sezon mógł udowodnić właściwym osobom, że powinienem znaleźć się w Grand Prix – wyjaśnił sytuację ze swoją nieobecnością podczas duńskich eliminacji.

Złe miłego początki – tak można powiedzieć o inauguracji cyklu SEC w Gnieźnie w wykonaniu naszego rozmówcy. Wówczas to zdobył on bowiem 8 punktów, jednak był to jego najgorszy występ, a później, wygrywając wszystkie pozostałe finały, na swoim koncie zapisywał już odpowiednio 14, 16 i 18 „oczek”. Wszystko zatem skończyło się bardzo pomyślnie. – Tak naprawdę to chyba był mój najgorszy występ w sezonie. Wywalczyłem osiem punktów, nie miałem niższego wyniku. W 95% moich startów miałem dwucyfrową zdobycz. W Gnieźnie były pewne problemy z motocyklem. Razem z teamem i tunerem udało nam się to rozwiązać. Po tym wygrałem prawie każdą z rund finałowych Indywidualnych Mistrzostw Europy – w Daugavpils i Chorzowie, a w Guestrow skończyłem na drugim miejscu. Byłem zatem naprawdę stabilny przez cały sezon, z czego jestem bardzo szczęśliwy i zadowolony – podkreślił.

Sukces ten z pewnością przyniósł Madsenowi wiele radości. Niedosytem pozostaje fakt, iż nie mógł on wziąć udziału w eliminacjach do Indywidualnych Mistrzostw Świata. Bycie najlepszym zawodnikiem globu to nadal jest jego główny cel w karierze. – Jestem bardzo rozczarowany i nieszczęśliwy z tego powodu. Sądzę, że wszyscy wiedzą, że obecność w Grand Prix jest moim największym celem, jak również to, aby zostać pewnego dnia Mistrzem Świata. Sądzę, że przez ostatnie dziesięć lat byłem duńskim zawodnikiem, który wystąpił w największej ilości turniejów SGP Challenge. Zdecydowanie chciałbym się tam zakwalifikować, nadal spróbuję tego dokonać w przyszłości. Uważam, że w dniu w którym uznam, że nie mogę być Mistrzem Świata, przestanę jeździć na żużlu. To wciąż moje główne zadanie. Teraz jednak wykonałem wielki krok i spore osiągnięcie, wygrywając cykl Speedway Euro Championships, dzięki czemu mogę powiedzieć, że jestem najlepszy w Europie – dodał.

Wysoka forma w rozgrywkach ligowych i cały bardzo dobry sezon powinny skutkować jeszcze innymi wyróżnieniami. Niemniej jednak Madsena pominięto przy powołaniach na pierwsze w historii rozgrywki Speedway of Nations. Być może zmieni się to w przyszłości, jednak tutaj sam zawodnik ma niewiele do powiedzenia.  – To nie zależy ode mnie. Mamy duńskiego trenera, który podejmuje decyzje. Muszę je szanować. Tylko tyle mogę powiedzieć na ten temat – zakończył z uśmiechem rozmowę z portalem speedwaynews.pl, Leon Madesn.

źródło: inf. własna


Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News

Obserwuj nas!
Artykuł załadowany: 1.0517 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl