Mateusz Cierniak: W Tarnowie pojawił się stres, większy niż w innym mieście (wywiad – cz. 1.)

Mateusz Cierniak (fot. Patryk Kowalski)

Od niezdanego egzaminu na licencję do zostania najbardziej rozchwytywanym 16-letnim zawodnikiem. Zapraszamy na lekturę obszernej rozmowy, którą nasz portal przeprowadził z Mateuszem Cierniakiem, juniorem Grupa Azoty Unii Tarnów.

W pierwszej części skupiliśmy się na początkach przygody tego młodego żużlowca z "dorosłym" speedwayem. Porozmawialiśmy z nim o egzaminach do których podchodził, jak również o pierwszych występach zarówno na obcych torach, jak i przed tarnowską publicznością.

Stanisław Wrona, speedwaynews.pl: 19 października 2017, jako piętnastolatek zdawałeś egzamin na licencję w Częstochowie. To była pierwsza próba, zakończona niepowodzeniem. Co możesz powiedzieć o tamtym wydarzeniu i czy bardzo to przeżywałeś?
Mateusz Cierniak, zawodnik Grupa Azoty Unii Tarnów: – Ogólnie ten egzamin miał się nie odbyć. Tzn. zaplanowany był wcześniej i na niego bym się nie „łapał” (15 lat nasz rozmówca skończył 3 października 2017 – przyp. red.). Tak się jednak złożyło, że w pierwszym terminie padał deszcz i go przełożono. W drugim mogłem już akurat wystartować i podejść do egzaminu. Zrobiłem to bardzo na spokojnie. Pojechałem dzień wcześniej z tatą sobie potrenować i tam pojeździć. Wszystko było dobrze, ale ostatecznie się nie udało. W pierwszym przejeździe poszło zgodnie z planem, pokonałem sam cztery kółka. Nie przekroczyłem linii, zatem przeszedłem do kolejnego etapu, czyli jazdy już w czwórkę. Tam zdarzył mi się upadek. Mieliśmy pokonać cztery okrążenia. Nie jest ważnym, na którym miejscu przyjedzie się do mety, po prostu trzeba ukończyć bieg i ostatniemu zawodnikowi mierzy się czas. Na wejściu w pierwszy łuk drugiego okrążenia miałem lekki uślizg. Tam popsuł mi się trochę  motor i nie mogłem już kontynuować dalszej jazdy. Z tego powodu nie udało mi się zdać egzaminu za pierwszym razem. Na początku towarzyszyły temu smutek i złość, później to mi przeszło i o tym nie myślałem. Przyszła zima i już skupiałem się na tym, żeby przygotować się do sezonu.

Wiedzieliśmy, że kolejny egzamin zaplanowany będzie na początku kolejnego sezonu. Czy zimą miałeś w głowię tę wspomnianą sportową złość i chęć udowodnienia, że był to tylko „wypadek przy pracy”? Czy przez okres zimowy, z tego powodu Twoje treningi były bardziej intensywne?
– Myślę, że nie. Zanim zacząłem ćwiczyć, to wiadomo, że była we mnie jeszcze ta złość, ale gdy rozpoczęły się treningi, to mi już przeszło i nawet o tym nie myślałem. Po prostu ćwiczyłem, chciałem wypełnić swoje zadania odpowiednio, czyli jak najlepiej przygotować się do sezonu. Myślę, że to się udało. Później dowiedzieliśmy się od Marcina Michonia z Klubu z Tarnowa, tydzień lub dwa przed terminem, że zorganizowany będzie egzamin w Grudziądzu. Napisał on do taty, że jest termin i pytał, czy się wybieramy. Tata przyszedł do mnie z pytaniem, czy jedziemy. Byłem zdziwiony i chciałem poznać szczegóły. Gdy dowiedziałem się, że ma to odbyć się z Grudziądzu, to się zgodziłem. Tata jeszcze spytał mnie, czy jestem pewny, ponieważ w tym czasie miałem odbyty tylko jeden trening. Byliśmy wówczas na trzydniowym zgrupowaniu w Goričan. Powiedziałem mu, że jeśli nie pojadę i nie spróbuję, to będę na siebie zły. Pojechaliśmy i się udało.

30 marca 2018, w Wielki Piątek, odbyła się kolejna próba, właśnie na torze w Grudziądzu. Tym razem wszystko poszło pomyślnie. Czy tor w Grudziądzu, podobny do tarnowskiego, jakoś Ci w tym pomógł?
– Wtedy, na egzaminie tor był dosyć ciężki i mocno domoczony, bo dzień wcześniej padał jeszcze śnieg (uśmiech).  Dałem jednak radę. Wiadomo, że przed „licencją” był tam trening, który mi dużo pomógł. Jeszcze dzień wcześniej tam trenowaliśmy, sami z tatą przyjechaliśmy w tym celu, podobnie jak w Częstochowie. Pierwszy przejazd poszedł mi bezproblemowo. Później miałem okazję ścigać się z zawodnikami, którzy odnawiali licencję. Był obecny wówczas choćby Josh Grajczonek, ponieważ chcąc startować, jako Polak, to musiał zdać egzamin. Wiadomo, że później był już większy problem, bo jazda w czterech. Pojawił się lekki stres, bo to pierwsze ściganie w tym roku. Wcześniej w Goričan tor nie pozwalał na jazdę w czwórkę. Dałem jednak radę i wiadomo, że na końcu była po tym wielka radość ze zdania.

Czy zatem tor w Grudziądzu będzie Twoim drugim ulubionym, ponieważ na nim zdałeś egzamin?
– Lubię go. Bardzo mi się podoba. Jest podobny do naszego. Jest jednym z ulubionych, ale może jednak nie drugim (uśmiech).

Pierwsze zawody w klasie 500cc to jedna z rund Nice Cup, która odbyła się 22 maja w Gdańsku. Zająłeś tam drugie miejsce i choć obsada była mniej liczna – z własnym sprzętem startowało 11 zawodników – to pokazałeś się z bardzo dobrej strony. Zdobyłeś 10 punktów i byłeś drugi w finale. Jak zatem pamiętasz pierwsze zawody w „dorosłym” speedwayu.
– Wiadomo, że pierwszemu występowi w zawodach towarzyszył  stres. Było to inauguracyjne ściganie dla mnie, różne od tego na treningach, co te nerwy nawet podwajało. Po pierwszych biegach jednak emocje lekko opadły i skupiłem się tylko na ściganiu. Wspominam je miło, ponieważ zakończyły się z dobrym skutkiem. Udało mi się zająć tam drugie miejsce, po czym nastąpiła dekoracja i wręczenie pucharów. Bardzo fajne zawody wtedy odjechałem, poznałem kolejny nowy tor. Na szczęście przed turniejem był jeszcze dodatkowy trening, to mogłem połapać kąty na tym owalu i jak widać zrobiłem to z dobrym skutkiem.

Przyszła w końcu kolej na debiut w Tarnowie. Tam odjechałeś praktycznie trzy imprezy z rzędu, ponieważ dwa turnieje Zaplecza Kadry Juniorów odbyły się we wtorek i środę (29 i 30 maja), a tydzień później rozegrano rundę Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów (5 czerwca). Czy była większa trema przed pierwszym występem? Początkowo miałeś tam być rezerwowym, ostatecznie wskoczyłeś do podstawowej szesnastki. W tych dwóch pierwszych startach zdobyłeś odpowiednio 4 i 6 punktów.
– Te zawody też przebiegły bardzo fajnie. Był to występ w Tarnowie, więc pojawił się stres, większy niż w innym mieście. Wiedziałem jednak, że mogę odjechać dobry turniej. Znałem już odpowiednio ten tor, cały poprzedni sezon przejeździłem, trenując na nim. Pierwsze biegi za bardzo mi nie wyszły. Testowaliśmy wówczas również inne opony, nie Mitas, tylko Deli. Nie zdały one egzaminu. Następnie pożyczyliśmy oponę od jednego z zawodników i właśnie dzięki temu udało mi się zdobyć te cztery punkty. To „pozbawiło” mnie ostatniego miejsca, bo w takim wypadku musiałbym myć plastrony (śmiech). Kolejnego dnia tor był już rozpoznany bardziej, opony lepsze. Wiedziałem, który z zawodników ma jakie umiejętności i na co mogę sobie pozwolić. To poskutkowało lepszym wynikiem.

Ten drugi turniej odbył się o godzinie 10 rano. To taka nieco dziwna pora na rozgrywanie zawodów żużlowych.
– Tak. Było wtedy dosyć gorąco. Dodatkowo trener Dobrucki zrobił nam rozgrzewkę w słońcu (śmiech). Graliśmy wówczas w piłkę, ale fajnie to wspominam.

Niecały tydzień później pierwsza runda DMPJ i 8 punktów w czterech startach. Szło Ci zatem w kolejnych występach lepiej i byłeś skuteczniejszy.
– Ogólnie przez cały sezon, z zawodów na zawody zbierałem to doświadczenie, podnosząc swoje umiejętności. Z każdym występem wyglądało to coraz lepiej.

W kolejnych tygodniach notowałeś bardzo dobre starty w rundach DMPJ. Z Patrykiem Rolnickim awansowałeś do finału Młodzieżowych Mistrzostw Polski Par Klubowych i otarłeś się o udział w finale Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski. Wszystko szło dobrze i te wyniki były takie, jakich oczekiwałeś?
– Byłem z siebie bardzo zadowolony. Wszystkie imprezy szły po mojej myśli. Najbardziej cieszyłem się z awansu do finału par. Te zawody wyszły mi super. Patryk wykonał swoje zadanie, wywalczył tam prawie komplet (14 punktów w pięciu startach – przyp. red.), ja dorzuciłem te punkty, które miałem zdobyć (7 oczek – przyp. red.), co dało nam ostatecznie awans. Zawody odbyły się w Krośnie. Ten tor mi się spodobał, byłem tam na nim już częstym bywalcem, po wcześniejszych dwóch rundach DMPJ. Jest to również jeden z moich ulubionych obiektów do tej pory. Z zawodów na zawody moje starty wyglądały lepiej.

źródło: inf. własna

Na drugą część rozmowy z Mateuszem Cierniakiem, zapraszamy Państwa w niedzielę, 25 listopada. W niej skupimy się m.in. na nieobecności w półfinale IMŚ w klasie 250cc oraz dalszych krajowych występach naszego rozmówcy, zwieńczonych zdobyciem złota z kolegami w Drużynowych Mistrzostwach Polski Juniorów. Pojawi się również wątek i geneza ligowego debiutu w zespole z Ostrowa Wielkopolskiego.


0Komentarze

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych. Kliknij tutaj aby się zalogować lub zarejestruj się.

Portal www.speedwaynews.pl/ nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Nie ma jeszcze komentarzy...
Artykuł załadowany: 0.6381 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl