Rosyjski żużel: historia prawdziwa (cz. 1.)

Artiom Łaguta

Artiom Łaguta (fot. Jarosław Pabijan)

O żużlu w Rosji w ostatnich latach mówi się jeszcze więcej niż zwykle: a to Łaguta na dopingu, a to nieoczekiwany brąz w Drużynowym Pucharze Świata, a to całkiem zasłużony triumf w historycznej pierwszej edycji Speedway of Nations – i efekt w postaci finału tych zawodów za rok w Togliatti.

Z jednej strony nie może nie cieszyć, że russkij spidwiej jest na fali, w końcu to – było nie było – rozwój dyscypliny. Z drugiej – jak się człowiek naczyta sformułowań nieprecyzyjnych, gdybań (niekiedy zabawnych) i zwyczajnych bzdur, podnosi to ciśnienie lepiej niż mocna kawa. Odpowiedzmy sobie zatem na podstawowe pytanie: to jak to jest z tym rosyjskim żużlem? Jaki jest jego stan obecny i jakie są perspektywy?

Przede wszystkim, co nie jest zaskoczeniem dla starszych kibiców – żużel w Rosji nie wszedł na dobry poziom ani w ubiegłym sezonie, ani przed dekadą. Chociaż przed rokiem 2018 żużlowcy z Rosji i wcześniej Związku Radzieckiego nigdy nie sięgali po złoto w zawodach drużynowych, a na indywidualne mistrzostwo świata wciąż jeszcze czekają, czarny sport na wschodzie rozwijał się od lat powojennych, przynosząc nazwiska znane i cenione w środowisku, choćby Borysa Samorodowa czy Gabdrachmana Kadyrowa (w Polsce kojarzonego przede wszystkim ze sławetną czapką). W ZSRR żużel znalazł też swoje miejsce w kulturze – pojawia się w filmach (chociażby melodramacie Dień swad’by pridiotsja utocznit’, którego główny bohater amatorsko ściga się na żużlu i za to podziwiają go przedstawicielki płci pięknej) czy literaturze (w dorobku pierwszego rosyjskiego postmodernisty, Andrieja Bitowa, znajduje się zbiór szkiców Koło. Zapiski nowicjusza opowiadających o żużlu początku lat 70.). Niewykluczone, że Związek Radziecki stałby się żużlową potęgą, gdyby zawodnicy z tego kraju nie dzielili czasu między żużel i ice racing, wreszcie na korzyść tego drugiego. Gdy mistrzostwa świata w wyścigach na lodzie zostały zdominowane przez zawodników radzieckich, na żużel nie wystarczyło pieniędzy, a co za tym idzie – rozwiązań technologicznych.

Mówi się, że gdyby w latach 80. czy 90. zawodnicy z ZSRR/Rosji dysponowali sprzętem swoich rywali z zachodu, mielibyśmy z tych okolic co najmniej jednego mistrza świata. Ale nie dysponowali, więc i nie ma co gdybać. Istotny z perspektywy dzisiejszego kibica jest fakt: russkij spidwiej od zawsze cieszył się zainteresowaniem i od zawsze był niedofinansowany.

Nie inaczej jest dzisiaj. W sezonie 2018 rosyjscy zawodnicy startowali w Speedway of Nations za własne pieniądze, po tym, jak pomocy odmówiła lokalna federacja. Powodem były inwestycje w jedną, jedyną imprezę – rundę Mistrzostw Świata w motocrossie w rosyjskim Orle. Jest tajemnicą poliszynela, że Motocyklowy Związek Rosji ma bardzo silne lobby motocrossowe, efektem czego właśnie ta dyscyplina otrzymuje największe dofinansowanie. Żużlowi pozostają ochłapy, o ile znajdą się w ogóle. Przy czym nie wynika to wcale z faktu, że Rosja w sport nie inwestuje. Inwestuje! Zrobione z rozmachem Igrzyska Olimpijskie w Soczi, Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej czy zdobyte prawa do organizacji Mistrzostw Świata w Siatkówce 2022 najlepiej o tym świadczą. Rosyjscy sportowcy otrzymują wysokie premie, nagrody za wyniki, mogą się cieszyć wsparciem bogatych sponsorów… pod jednym warunkiem: że uprawiają dyscypliny doceniane przez centrum (Moskwa – Sankt Petersburg). Żużel do takowych się nie zalicza, chociaż może coś się zmieni za sprawą rozwijającego się klubu w podmoskiewskich Lubiercach.

Kiedy więc po informacji, że w przyszłym sezonie zamiast DPŚ w Gorzowie odbędzie się SoN w Togliatti, dało się przeczytać opinie, że Rosjanie Gorzów przelicytowali, trudno było je potraktować poważnie. Rosjanie nie mieliby Gorzowa czym przelicytować – nie mają ani dofinansowania ze struktur państwowych, ani tak potężnych sponsorów jak polskie kluby. Mimo wyraźnego zainteresowania FIM i BSI przez ostatnią dekadę w Rosji zorganizowano jedynie Grand Prix Challenge 2017. To BSI ciągnie do Rosji i BSI liczyło na to, że w końcu znajdzie się dość pieniędzy, by pokryć podstawowy pakiet kosztów przeprowadzenia imprezy rangi międzynarodowej, o wiele większy niż w przypadku organizacji rundy SEC...

Od redakcji: W czwartek druga część artykułu.


0Komentarze

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych. Kliknij tutaj aby się zalogować lub zarejestruj się.

Portal www.speedwaynews.pl/ nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Nie ma jeszcze komentarzy...
Artykuł załadowany: 0.2387 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl