REKLAMAwanda
REKLAMAPamiątki kibica

Tragiczna trzynastka we Wrocławiu. Lee - pamiętamy!

Lee Richardson (fot. Piotr Kin)

13 maja zapisał się czarnymi zgłoskami w historii speedwaya. Właśnie tego dnia 2012 roku zmarł we Wrocławiu Lee Richardson, który reprezentując barwy PGE Marmy Rzeszów zanotował na Stadionie Olimpijskim tragiczny w skutkach upadek, w meczu Ekstraligi.

Lee Richardson na świat przyszedł 25 kwietnia 1979 roku w brytyjskim Hastings. Od najmłodszych lat „Rico” miał styczność z czarnym sportem, bowiem na żużlu ścigał się jego ojciec – Colin. Nic więc dziwnego, że Lee obrał taką samą drogę, jak jego największy autorytet i również zapragnął ścigać się w lewo. Swoją karierę rozpoczynał w 1995 roku jako zawodnik Reading Racers. To właśnie w barwach tego klubu zdobywał swoje pierwsze sukcesy jak m.in. tytuł mistrza Premier League. W międzyczasie cieszył także oczy kibiców w Poole (1996r.) oraz w King's Lynn czy Peterborough (oba kluby w 1997). Bardzo szybko zaczął osiągać świetne wyniki nie tylko w kraju, ale także i na świecie. Dostrzegli to m.in. polscy działacze. Najszybsi byli włodarze Ludwik Polonii Piła, którzy parafowali z nim kontrakt, a następnie zaprosili na siedem ligowych potyczek o Drużynowe Mistrzostwo Polski. Richardson na tor wyjeżdżał do 34 biegów, w których to zdobył 33 punkty i 7 bonusów. Debiut w kraju nad Wisłą do imponujących nie należał, ale jednak przyczynił się on do wywalczenia złotych medali w krajowych rozgrywkach. W tym samym roku Lee został najlepszym zawodnikiem globu do lat 21, gdy zdobywając trzynaście punktów w duńskim Vojens wygrał finał IMŚJ. Wyprzedził wówczas Aleša Drymla i Nigela Sadlera, a także liczne grono Polaków: Rafała Okoniewskiego, Mariusza Frankowa, Tomasza Cieślewicza, Tomasza Chrzanowskiego, Pawła Duszyńskiego i Krzysztofa Słabonia, startującego pod kanadyjską flagą.

W kolejnym roku zadebiutował w cyklu Grand Prix, gdzie otrzymał dziką kartę na turniej w Coventry. I pierwszy swój wyścig wygrał przywożąc za plecami Ryana Sullivana, Briana Kargera i Mikaela Karssona (później Maxa). Dwa kolejne starty nie były już tak owocne, ale udowodnił, że w Wielkiej Brytanii będą mieli z tego chłopaka ogromną pociechę. W Polsce szukał idealnego dla siebie miejsca i kilkukrotnie zmieniał otoczenie. Bronił barw GTŻ-u Grudziądz (2000), ZKŻ-u Zielona Góra (2001, 2004-2005), Atlasu Wrocław (2002), TŻ-u Lubin (2003) oraz Włókniarza Częstochowa (2006-2009) i Stali Rzeszów (2010-2012).

Jego bogata kariera zawodnicza owocowała w wiele sukcesów. W Polsce był trzykrotnym medalistą: złotym (1999), brązowym (2002) oraz srebrnym (2006). Stawał także na podium w rodzimej Premier League, a także szwedzkiej Elitserien. Zdobywał również medale Drużynowego Pucharu Świata – srebro w 2004 roku i brąz w 2006. Co ciekawe, oba wywalczone w swojej ojczyźnie – Poole oraz w Reading. Dwukrotnie celebrował miejsce na podium pojedynczej rundy Grand Prix – w 2004 roku  w Cardiff zajął trzecie miejsce, a rok później w Bydgoszczy był już drugi, przegrywając tylko z Tomaszem Gollobem. Do idealnego dorobku brakowało tylko indywidualnego tytułu mistrzostw Wielkiej Brytanii – w juniorskim czempionacie zdobył cztery z rzędu srebrne krążki (1997-2000), a w seniorskim raz (2002).

W 2012 roku miał również określone cele i plany, które chciał zrealizować. Nikt jednak się nie spodziewał, że jego kariera zakończy się taką tragedią. 13 maja w ramach 5. kolejki Speedway Ekstraligi drużyna Lee Richardsona – PGE Marma Rzeszów udała się do Wrocławia. W trzecim biegu dnia „Rico” zahaczył o tylne koło Tomasza Jędrzejaka i wyprostowanym motocyklem uderzył w bandę, gdzie nie było już dmuchanych elementów. Początkowo uskarżał się na ból nogi, więc każdy podejrzewał złamanie, które zostanie w szpitalu zoperowane i za miesiąc Brytyjczyk miał wrócić do ścigania. Tymczasem okazało się, że obrażenia były znacznie poważniejsze. Wykryto krwotok wewnętrzny w klatce piersiowej i zaczęła się walka o życie Lee Richardsona. Niestety, tego samego dnia przekazano najgorszą z możliwych informacji – Lee odszedł... Zmarł w wieku 33 lat, robiąc to co kocha. Piękno speedwaya w jednym momencie prysnęło niczym bańka mydlana i każdy znienawidził ten sport. – Myślę, że my o Lee Richardsonie będziemy pamiętali do końca naszego życia. Wpisał się do kart historii naszego (częstochowski – dop. red.) klubu, światowego żużla, więc pamiętajmy o tym – mówił Marian Maślanka kilka dni po śmierci Lee, gdy jego rodzina odwiedziła Częstochowę.

Wielu żużlowcom przypisuje się różne łatki, głównie tym ostro i niebezpiecznie jeżdżącym. Ile to już określeń ma m.in. Nicki Pedersen? Tymczasem Brytyjczyk bardzo szybko zyskał miano „Dżentelmena żużlowych torów”, bowiem nie woził rywali do samych desek. Czasem wolał odpuścić, niż narazić siebie i kolegę lub rywala na niebezpieczeństwo. Miał żonę Emmę oraz trójkę synów – Josha, Jake'a i Jensona. Zawsze podkreślał, iż nie chciałby, by poszli jego śladami...

źródło: inf. własna + speedway.com.pl + wikipedia.org


0Komentarze

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych. Kliknij tutaj aby się zalogować lub zarejestruj się.

Portal www.speedwaynews.pl/ nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Nie ma jeszcze komentarzy...
Artykuł załadowany: 0.4122 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl