Twierdza Ostrów wciąż niezdobyta (relacja)

NICE 1. LŻ

  wydrukuj podstronę do DRUKUJ9 września 2019, 17:25
Sam Masters przed Mateuszem Szczepaniakiem

Sam Masters przed Mateuszem Szczepaniakiem (fot. Arkadiusz Siwek)

Minimalnym zwycięstwem gospodarzy zakończyła się pierwsza finałowa potyczka w Ostrowie Wielkopolskim. W kontekście rewanżu tak znikoma zaliczka podopiecznych Mariusza Staszewskiego sprawia jednak, że bliżej awansu do PGE Ekstraligi są zawodnicy rybnickiego ROW-u.

REKLAMAskarb kibica 2020

Już od pierwszych biegów gołym okiem było widać, że finał Nice 1. Ligi Żużlowej zdeterminował dosłownie wszystkich. Kibice kolejny raz nie zawiedli i szczelnie zapełnili stadion przy ulicy Józefa Piłsudskiego. Fani miejscowego klubu przez całe spotkanie prowadzili głośny doping, który przeplatał się ze wsparciem kierowanym z sektorów gości. Na kilka dni przed spotkaniem, władze Ostrovii przekazały stronie rybnickiej dodatkową pulę biletów, bowiem zainteresowanie „zielono – czarnych” sympatyków przewyższało możliwości ich „zakwaterowania” – z pierwotnie 600 przekazanych wejściówek do sprzedaży, liczba ta wzrosła do 1000. Drugie tyle, jeśli nie więcej, zasiadło pośród kibiców miejscowych, i żaden z nich nie mógł narzekać na ponad dwustu kilometrową trasę, jaką musieli oni pokonać na pierwszy mecz finałowy.

Pierwsza seria startów to mocne uderzenie gości, którzy po czterech biegach prowadzili 14:10. Stało się tak głównie za sprawą podwójnej wygranej przyjezdnych w trzeciej gonitwie dnia, kiedy to nieporozumienie na linii Gapiński – Masters wykorzystał Szczepaniak. Jadący na trzeciej pozycji Łogaczow nie dał jednak za wygraną i zrobił to, do czego przyzwyczaił już swych sympatyków – ułańską szarżą na ostatnich metrach wyprzedził Gapińskiego, inkasując przy tym dwa „oczka” z bonusem. Kibice miejscowych mieli sporo zastrzeżeń do postawy Rosjanina, który, ich zdaniem, przesadził z agresją prezentowaną na torze w momencie wyprzedzania zawodnika gospodarzy. Nerwy ostrowskich fanów ukoiła nieco mała wiktoria z czwartej gonitwy dnia, w której to Grzegorz Walasek nie dał szans Worynie, a Marcin Kościelski na ostatnim łuku wyprzedził Mateusza Tudzieża.

Druga seria to szybkie dwa ciosy, które tylko udowodniły, że zawodnicy Mariusza Staszewskiego nie mają zamiaru zadowolić się rolą statysty przy wyżej notowanych rywalach z Rybnika. Wpierw Masters z Gapińskim nie przeszkadzali sobie na torze i dowieźli pięć punktów do mety a następnie Klindt z Łoktajewem nie dali szans Worynie oraz Chmielowi. Te dwa „strzały” ze strony Ostrovii poskutkowały tym, że z czterech punktów przewagi rybniczan stan meczu odwrócił się na korzyść miejscowych i to oni byli po siedmiu biegach na czteropunktowym prowadzeniu. 

Początek trzeciej serii startów wlał nieco nadziei w „zielono – czarne” serca, bowiem duet Batchelor – Bewley błyskawicznie wyskoczyła spod taśmy maszyny startowej i nawet przez ułamek sekundy nie czuli oni zagrożenia ze strony miejscowych. Podwójna wygrana australijsko – brytyjskiej pary pozwoliła na zniwelowanie strat gości do zera. Jak się później okazało – był to ostatni moment w meczu, gdy podopieczni Piotra Żyty nie musieli gonić wyniku. Dwie następne gonitwy to małe wiktorie miejscowych. Jednak za nim do nich doszło, stadion przy ulicy Piłsudskiego na moment zamarł. W dziewiątej odsłonie dnia w szczycie pierwszego łuku upadł Szczepaniak, w którego z całym impetem wjechał Łogaczow. Obaj zawodnicy rybnickiego ROW-u długo leżeli na nawierzchni ostrowskiego owalu a udzielana im pomoc medyczna nie wskazywała na zbyt optymistyczny finał karambolu. Na całe szczęście po kilku minutach żużlowcy wstali z toru przy ogromnym aplauzie zebranej publiki. Szczepaniak, jako winowajca całego zajścia został wykluczony z powtórki biegu a w niej osamotniony Łogaczow zdołał jedynie rozdzielić parę Klindt – Łoktajew. W kończącym serię dziesiątym wyścigu Gapiński odebrał sobie to, co zostało mu zabrane w czasie poprzedniego swojego występu. Prowadzący od startu Woryna na trasie popełnił kilka błędów, których tak doświadczony jak „Gapa” zawodnik nie mógł nie wykorzystać i „strzelił” kapitana przyjezdnych na kresce, wprawiając sympatyków miejscowego klubu w stan euforii.

Ostatnia seria startów przed biegami nominowanymi pozwoliła gościom minimalnie zmniejszyć dzielący ich dystans do ekipy Mariusza Staszewskiego, choć niewiele brakowało, a obie ekipy przystępowałyby do dwóch ostatnich gonitw przy stanie idealnie równym. Mogło tak się stać, gdyby w dwunastej odsłonie dnia Chmiel nie wysłał czytelnego zaproszenia w stronę Gapińskiego, by ten łaskawie wyprzedził wychowanka rybnickiego ROW-u. Z podwójnego zwycięstwa gości zrobiło się tylko, lub aż 4-2 i powoli stawało się jasnym, że końcowy wynik spotkania do samego jego finiszu będzie oscylował w granicach remisu. Godnym odnotowania faktem jest zdarzenie z biegu trzynastego, bowiem dopiero wówczas pierwsze trzy „oczka” na swym koncie zapisał Woryna. Jak się później okazało – nie ostatnie.

Dwie kończące pojedynek odsłony nie zmieniły różnicy dzielącej obie ekipy, choć przyznać trzeba, że to jednak rybniczanie byli bliżsi zniwelowania strat, niż zawodnicy Ostrovii jej powiększenia. W biegu czternastym trzecią już trójkę zaliczył Batchelor, który po kapitalnym starcie tylko odjeżdżał swym rywalom. Za plecami Australijczyka trwała zażarta walka o jedno „oczko” między Mastersem i Bewleyem. Młody Brytyjczyk z okrążenia na okrążenie zbliżał się do „Kangura” i niewiele brakowało, by dopiął swego. Kibice gości, przekonani o końcowym powodzeniu akcji swojego ulubieńca, odtrąbili już nawet mały tryumf w tym biegu, jednak werdykt sędziego szybko sprowadził ich na ziemię. Powtórki telewizyjne nie pozostawiały złudzeń – minimalnie, ale jednak, lepszy okazał się Masters. Przed ostatnią gonitwą dnia wszystko stawało się jasne. By liczyć na w miarę korzystny wynik i zadowalającą zaliczkę przed rewanżem w Rybniku, gospodarze musieli wygrać podwójnie. Tylko taki rezultat dawał im nadzieję, iż na Górny Śląsk nie udadzą się tylko i wyłącznie na wycieczkę. Tak się jednak nie stało. Ba, niewiele brakowało, a to goście wracaliby do Rybnika z tarczą. Woryna ponownie popisał się najlepszym startem oraz doskonałym rozegraniem pierwszego łuku, dzięki czemu kapitan przyjezdnych mógł zapisać na swym koncie drugą trójkę. Zdecydowanie ciekawsze rzeczy działy się za jego plecami. Łogaczow ponownie dwoił się i troił aby uzyskać jak najlepszy wynik, w pewnym momencie znalazł się nawet na drugiej lokacie, jednak błędy popełniane na pierwszym łuku drugiego okrążenia sprawiły, że Rosjanin upadł na tor. Wówczas stało się jasnym, że ostatnia gonitwa dnia zakończy się biegowym remisem, ustalającym rezultat spotkania 46-44.

Pierwszy pojedynek finału Nice 1. Ligi Żużlowej zdecydowanie nie zawiódł oczekiwań. Były piękne torowe akcje, było prowadzenie gości i szybkie riposty gospodarzy, kilka kontrowersji również miało miejsce, w tym ta, z fruwającymi butelkami w stronę Kacpra Woryny po zakończeniu ostatniej gonitwy ze strony miejscowych kibiców. Nie trudno nie odnieść wrażenia, że gdyby żużel polegał tylko na wyjechaniu spod taśmy i przejechaniu linii mety tuż za wyjściem z pierwszego łuku, rewanżu w Rybniku mogłoby w ogóle nie być. Gospodarze praktycznie za każdym razem wychodzili lepiej ze startu, deklasując rywali na kilkunastu pierwszych metrach. Podopieczni Mariusza Staszewskiego popełniali jednak sporo błędów, przeszkadzając sobie nawzajem, z czego skrzętni korzystali „zielono – czarni”. W szeregach gospodarzy podobać się mógł, szczególnie w pierwszej fazie zawodów, Nicolai Klindt. Duńczyk imponował szybkością, mądrością i zdecydowaniem, praktycznie kończąc rywalizację o trzy „oczka” gdzieś na wysokości wejścia w drugi łuk pierwszego okrążenia. Swoje punkty dorzucali również Gapiński z Walaskiem, choć ani jeden ani drugi nie ustrzegli się błędów, przez które dorobek gospodarzy uszczuplił się o kilka „oczek”. Wśród „Rekinów” kolejny już raz podobać mógł się Batchelor, który podobnie jak podczas pojedynku z łódzkim Orłem, szukał czegoś przez dwa pierwsze biegi, by w trzech kolejnych być już nieuchwytnym dla rywali. Końcową fazą zawodów swoją zdobycz podreperował Woryna, który może nie cechował się zbyt wielką szybkością na trasie, jednak poprzez umiejętne rozgrywanie pierwszego łuku i skuteczną defensywę(poza przegraną na ostatnich metrach z Gapińskim) zdołał odnieść dwa zwycięstwa. Łogaczow, który doskonale wszedł w mecz, w drugiej części spotkania nieco spuścił z tonu, co nie zmienia faktu, że Rosjanin ponownie był ważnym punktem w „zielono – czarnym” zestawieniu. I tylko jedno nazwisko może martwić rybniczan w kontekście rewanżu. Mateusz Szczepaniak zanotował tylko trzy „oczka” na swoim koncie i momentami robiło się aż przykro od samego patrzenia na zawodnika, który wszak pierwsze żużlowe kroki stawał na arenie niedzielnych zmagań.

Dwa punkty przewagi ostrowskiej ekipy nie jest barierą nie do pokonania przez PGG ROW Rybnik. Nie bójmy się tego napisać – rybniczanie mają niejako obowiązek na własnym torze udowodnić swą wyższość i skutecznie zawalczyć o bezpośredni awans do PGE Ekstraligi. Przed oboma ekipami teraz tydzień przerwy, który z pewnością zechcą oni poświęcić na jak najlepsze przygotowania do rewanżowego starcia. Na ten moment jednak, o przysłowiowy błysk szprychy bliżej ekstraligowych salonów jest Arged Malesa TŻ Ostrovia, a historia speedwaya nie raz i nie dwa uwodniła już, jak przewrotnym sportem potrafi być jazda w lewo przez cztery okrążenia. Po piętnastym biegu w Rybniku jasnym stanie się, która z ekip będzie mogła odkorkować szampany i cieszyć się z upragnionego awansu, a która z drużyn zmuszona będzie do barażowego pojedynkowania się z gorzowską Stalą. Który zatem slogan reklamowy zwycięży? „OSTROpoSWOJE” czy „yno ROW”? Przekonamy się już za tydzień.
 
Arged Malesa TŻ Ostrovia Ostrów Wlkp.: 46
9. Nicolai Klindt (3,3,3,1*,1) 11+1
10. Aleksandr Łoktajew (0,2*,1,0) 3+1
11. Tomasz Gapiński (1,3,3,2,2) 11
12. Sam Masters (0,2*,1,2,1*) 6+2
13. Grzegorz Walasek (3,2,1,3,2) 11
14. Kamil Nowacki (2,1*,0) 3+1
15. Marcin Kościelski (D,1,0) 1

PGG ROW Rybnik: 44
1. Troy Batchelor (1*,1,3,3,3) 11+1
2. Daniel Bewley (2,0,2*,1*,0) 5+2
3. Siergiej Łogaczow (2*,3,2,2,U) 9+1
4. Mateusz Szczepaniak (3,0,W,0) 3
5. Kacper Woryna (2,1,2,3,3) 11
6. Robert Chmiel (3,0,1) 4
7. Mateusz Tudzież (1,U,0) 1

Bieg po biegu:
1. Klindt, Bewley, Batchelor, Łoktajew 3:3 (3:3)
2. Chmiel, Nowacki, Tudzież, Kościelski (D) 2:4 (5:7)
3. Szczepaniak, Łogaczow, Gapiński, Masters 1:5 (6:12)
4. Walasek, Woryna, Kościelski, Tudzież (U) 4:2 (10:14)
5. Gapiński, Masters, Batchelor, Bewley 5:1 (15:15)
6. Łogaczow, Walasek, Nowacki, Szczepaniak 3:3 (18:18)
7. Klindt, Łoktajew, Woryna, Chmiel 5:1 (23:19)
8. Batchelor, Bewley, Walasek, Kościelski 1:5 (24:24)
9. Klindt, Łogaczow, Łoktajew, Szczepaniak (W) 4:2 (28:26)
10. Gapiński, Woryna, Masters, Tudzież 4:2 (32:28)
11. Walasek, Łogaczow, Bewley, Łoktajew 3:3 (35:31)
12. Batchelor, Gapiński, Chmiel, Nowacki 2:4 (37:35)
13. Woryna, Masters, Klindt, Szczepaniak 3:3 (40:38)
14. Batchelor, Walasek, Masters, Bewley 3:3 (43:41)
15. Woryna, Gapiński, Klindt, Łogaczow (U) 3:3 (46:44)

źródło: inf. własna


0Komentarze

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych. Kliknij tutaj aby się zalogować lub zarejestruj się.

Portal www.speedwaynews.pl/ nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Nie ma jeszcze komentarzy...
Artykuł załadowany: 0.6126 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl