REKLAMAspeedway hero
REKLAMAeWinner Banner

Dla kogo dzikie karty na Grand Prix 2020?

Phil Morris, Tai Woffinden

Phil Morris, Tai Woffinden (fot. Paweł Wilczyński)

Rozegrany w Goričan turniej Grand Prix Challenge wyłonił nam 3 uczestników cyklu Grand Prix 2020. Po sobotniej rundzie w Toruniu znamy nazwiska 8 kolejnych, którzy utrzymali się dzięki miejscu w klasyfikacji generalnej. Teraz FIM oraz BSI muszą uzupełnić stawkę o 4 „dzikie karty”.

Matej Žagar, Niels Kristian Iversen i Max Fricke zapewnili sobie jazdę w cyklu Grand Prix 2020 jako najlepsi żużlowcy Grand Prix Challenge. Bartosz Zmarzlik, Leon Madsen, Emil Sajfutdinow, Fredrik Lindgren, Martin Vaculík, Maciej Janowski, Jason Doyle i Patryk Dudek dołączyli do nich dzięki klasyfikacji generalnej za rok 2019. Do obsadzenia pozostały 4 miejsca. Poniżej prezentujemy sylwetki kilku zawodników, spośród których naszym zdaniem FIM oraz BSI dokonają wyboru „dzikich kart”.

Warto pamiętać, że dodatkowo organizatorzy będą chcieli stworzyć listę 5 nazwisk kwalifikowanej rezerwy. W kończącym się sezonie szansę do pokazania się wśród najlepszych otrzymywało w ten sposób 3 żużlowców: Robert Lambert (8 razy), Max Fricke (5 razy) i Mikkel Michelsen (1 raz).

Tai Woffinden (Wielka Brytania)
Wybór chyba naturalny. Mistrz świata z sezonu 2018, łącznie trzykrotny złoty medalista, który z rywalizacji o jakiekolwiek przyzwoite cele w tym roku wypadł z powodu urazu. Właśnie dla takich przypadków powstała instytucja „dzikiej karty”. Ponadto w tym momencie Wielka Brytania nie ma żadnego przedstawiciela w cyklu, a to zbyt duża żużlowa nacja, by BSI tak to zostawiła.

Greg Hancock (Stany Zjednoczone)
Podobnie jak wyżej. Cztery tytuły mistrza świata doskonale obrazują klasę zawodnika. Amerykanin w tym roku formalnie był stałym uczestnikiem cyklu, ale ze względu na chorobę małżonki nie wystąpił ani razu. Pojawił się na stadionie tylko podczas rundy w Cardiff. Spodziewano się, że może tam ogłosić zakończenie kariery, ale do tego nie doszło. Sam Amerykanin stwierdził, że chodziło mu o coś dokładnie przeciwnego – o zgłoszenie akcesu do „dzikiej karty”.

Artiom Łaguta (Rosja)
Rosjanin w każdej rundzie radził sobie solidnie i nie odstawał, ale rzadko w tym roku było go stać na coś więcej. Z jednej strony – najsłabszy wynik Artioma Łaguty to nie najgorsze 4 punkty. Z drugiej – tylko 3 razy awansował do półfinału i zaledwie raz do finału, gdzie zajął ostatnie miejsce. Ale to nadal zawodnik szerokiej światowej czołówki. Ci, którym niewiele zabrakło do pozostania w cyklu, najczęściej dostawali pomocną dłoń od organizatorów cyklu. Rosjanin nie zajął co prawda mitycznego już dziewiątego miejsca, a dopiero jedenaste, ale jest najwyżej sklasyfikowanym spośród tych, którzy nie utrzymali się bezpośrednio. I – co ważne – do bezpiecznej ósmej lokaty stracił tylko 3 oczka.

Antonio Lindbäck (Szwecja)
Skoro utrzymała się czołowa dziesiątka, a wyżej wymieniliśmy już jedenastego i trzynastego, dwunasty zawodnik tegorocznego cyklu także musi znaleźć się w gronie kandydatów. Wyniki Szweda brazylijskiego pochodzenia właściwie nie były złe – na dziewięć rund (jedną stracił z powodu kontuzji) aż pięciokrotnie awansował on do półfinału. Problem polega na tym, że najczęściej wychodziło mu to minimalnie (najlepszy wynik – 10 punktów w Warszawie), a ani razu z tej fazy nie udało się przedostać do wielkiego finału. Jeżeli Fredrik Lindgren ma mieć w cyklu rodaka, który nie będzie wyraźnie odstawał, to „Toninho” jest sensownym kandydatem.

Anders Thomsen (Dania)
Człowiek, który na awans do cyklu Grand Prix miał dwie szanse. Jedna z nich poległa w stosunku 78:79, druga – 77:79. Anders Thomsen zajął czwarte miejsce w turnieju GP Challenge, więc pozostało mu trzymać kciuki za tych, którzy go ograli – Mateja Žagara i Nielsa Kristiana Iversena. Obaj znaleźli się jednak minimalnie pod kreską. Może zatem Duńczyk zostanie doceniony przez BSI „dziką kartą” albo chociaż rolą jednego z podstawowych rezerwowych?

Mikkel Michelsen (Dania)
W tym roku wprowadzenie do cyklu Indywidualnego Mistrza Europy okazało się ruchem trafionym sportowo, jak i pod względem widowiska. Leon Madsen pierwsze skrzypce w cyklu TAURON SEC szybko zamienił na czub tabeli w Grand Prix. Dlaczego więc nie zrobić tego ponownie? Za Mikkelem Michelsenem najlepszy sezon w karierze. Duńczyk dołączył do szerokiej światowej czołówki, co udowodnił zarówno na froncie europejskim, jak i w PGE Ekstralidze. Problemem nie będzie też narodowość. „Dzika karta” śmiało może trafić do jakiegoś przedstawiciela kraju Hamleta, gdyż w cyklu jest ich tylko dwóch.

Maksym Drabik (Polska)
Jeżeli do cyklu ma dopłynąć trochę świeżej krwi, to Maksym Drabik byłby idealny. Panujący mistrz świata juniorów, 9. najskuteczniejszy zawodnik PGE Ekstraligi, 8. najskuteczniejszy zawodnik Elitserien. Kiedyś zwycięzcy czempionatu do lat 21 awansowali do cyklu z automatu. Zaprzestano tego, bo ci młodzi zawodnicy nie zawsze sobie z tym radzili. W tym wypadku mogłoby być inaczej. Dużym minusem kandydatury „Torresa” jest fakt, że byłby to już czwarty Polak w stawce. Ale może chociaż rola rezerwowego…?

Źródło: inf. własna

Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News

Obserwuj nas!

0Komentarze

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych. Kliknij tutaj aby się zalogować lub zarejestruj się.

Portal www.speedwaynews.pl/ nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Nie ma jeszcze komentarzy...
Artykuł załadowany: 0.8718 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl