REKLAMAeWinner Banner

Tomasz Lorek o Jasonie Doyle'u: Inni się śmiali, a on wierzył, że zostanie mistrzem

PGE Ekstraliga

  wydrukuj podstronę do DRUKUJ18 listopada 2019, 14:55
Tomasz Lorek i Sławomir Drabik

Tomasz Lorek i Sławomir Drabik (fot. Patryk Kowalski)

Były takie czasy, gdzie w Rye House Rockets - zimna woda, w tle stoi Michael Lee - mistrz świata 1980, genialny rockandrollowiec, i okazuje się, że Jason mówi "Ja jeszcze wierzę, że kiedyś będę mistrzem świata". A to był bodajże 2011 rok. Wszyscy z boku śmiali się, twierdząc "Tak, tak, Monty Python, dobry humor Ci się trzyma" - zdradza Tomasz Lorek.

Krystian Natoński: forBET Włókniarz Częstochowa ogłosił, to czego można było się spodziewać. Jason Doyle od nowego sezonu będzie jeździł dla biało-zielonych.
Tomasz Lorek: - Jakbym miał powiedzieć przez co ten człowiek przeszedł w życiu... Pamiętam jak z moją żoną pojechałem do Rye House Rockets - na tor, na którym niestety już nie jeżdżą. Tai Woffinden, były częstochowski "Lew" tam jeździł. Wtedy była taka scena, kiedy Doyle na parkingu pakował motocykle do busa i mówił "nie ma zbyt wielu rozgarniętych ludzi w tym biznesie". Tak mówił Jason Kevin Doyle - Kevin to imię odziedziczone po tatusiu. Wtedy był w trudnym okresie w swojej karierze, bo był taki moment, kiedy był mechanikiem dla innych zawodników i przez kontuzję - niewyleczony bark - nie mógł wbić się do ligi angielskiej. W Polsce w ogóle nikt o nim nie wiedział. Były takie czasy, gdzie w Rye House Rockets - zimna woda, w tle stoi Michael Lee - mistrz świata 1980, genialny rockandrollowiec, i okazuje się, że Jason mówi "Ja jeszcze wierzę, że kiedyś będę mistrzem świata". A to był bodajże 2011 rok. Wszyscy z boku śmiali się, twierdząc "Tak, tak, Monty Python, dobry humor Ci się trzyma".

- Bardzo dobrze znasz Jasona. Jakbyś go scharakteryzował jako człowieka poza torem żużlowym?
- Był na gali FIM w Andorra la Vella ze swoją żoną Brytyjką, która - co ważne, jest totalnie niemotocyklowa. Przechodził obok niej Dougie Lampkin - legenda trialu, Toni Bou - jeszcze większa legenda, która zdobyła 26 mistrzostw świata, przechodził Marc Marquez, Jorge Lorenzo, a ona zachowywała się tak, jakby przechodziła sprzątaczka, kucharz, szofer czy monter. To fajne, bo dzięki temu on jest zdrowy i "nie paplają" ciągle o żużlu. Ma odskocznię, bo pogada sobie o kuchni, o Aborygenach, o tańcu korrobori - o wszystkim, tylko nie o motorach, bo ona nie kocha motorów, ona kocha Jasona Doyle'a. Jak był w Andorze, a wtedy robiliśmy duży materiał do "Speedway Stara", to powiedział "Tomasz, kiedyś byłem party animal - chlałem". I czasami tak trzeba, nawet jak się jest mistrzem świata, to trzeba mieć taki miesiąc, gdzie upadasz pod stół. "Ale zrozumiałem, że muszę się też wziąć w karby" - stwierdził. I po kontuzji w Toruniu, kiedy stracił niemal pewny tytuł mistrza świata w 2016 roku, łamiąc żebra po wypadku z Chrisem "Bomberem" Harrisem i potem nie mógł wystartować w Melbourne, to wtedy poznał, że wielu ludzi ze światka żużlowego nie do końca jest z nim szczerych. Wybaczył im dopiero w Andorze, jak dopiął swego. Ktoś mówi, że jeździ agresywnie, ale w czy w sporcie jest "nice guy", który jest mistrzem świata? Może Peter Collins - mistrz z Chorzowa 1976, może. Generalnie to są egoiści, zdrowi egoiści, niektórzy przesadzają, stawiając bike'a w poprzek na prostej i uchodzi im to na sucho, bo są mistrzami świata. Świat jest tak skonstruowany, że ludzie mistrza świata rozgrzeszą z wielu błędów i niecnych występków. Ale jak nie jesteś mistrzem, to nie zostawią na tobie suchej nitki.

- Zdobyciem mistrzostwa świata udowodnił, że ma w sobie mnóstwo determinacji. Co ciekawe, w swoim teamie ma mechaników z Czech.
- Jason Doyle to twardziel. Podoba mi się, że ma czeskich mechaników. Co prawda nie wiem jak będzie wyglądało jego współżycie, bo Fredrik Lindgren, który podpisał kontrakt w Częstochowie na trzy lata, tak jak Leon Madsen, ma w boksie człowieka z Coventry - legendarnego mechanika Dave'a Heynsa, który pracował z Denisem Zielińskim. Tylko, że Denis nie przyjął takiej dawki wiedzy od wielkiego mistrza. I Dave Heynes w swoim czasie rozstał się z Doyle'em, który wziął opcję ekonomicznie tańszą - czeską, ale został siódmym zawodnikiem Grand Prix w 2019 roku, więc wstydu nie ma. Okazuje się, że czescy chłopcy, może trochę gorsi w fachu od Brytyjczyków, ale tańsi, a może sumienni i nie tak przejedzeni żużlem i bardziej głodni sukcesów.

- Wielu zawodników na miejscu Doyle'a poddałoby się. On jednak ciągle dążył do spełnienia swojego największego marzenia - zostania mistrzem świata.
- Niektórzy mówią, że Doyle to zapracowany człowiek, ale niektórzy potrzebują być w szwungu, a niektórzy potrzebują mniejszych obciążeń - jak Leon Madsen, i są wicemistrzami świata. Jason lubi ścigać się na okrągło. To jest taki pracuś, ale zawsze taki był. Jego klasę sportową zbudowali Darcy Ward oraz Chris Holder - uważani za geniuszy. Jason wyrastał w takiej erze "cienia". Nie doceniano go. Determinacja, szalona, tytaniczna praca doprowadziła go do złotego medalu na Etihad Stadium. Jason Crump powiedział wtedy "Stary, tak jak ty jechałeś, to jest kosmos".

- Do Włókniarza kolejny raz wraca Rune Holta. Z kolei PGG ROW Rybnik wzmocnił się Gregiem Hancockiem. Co sądzisz o tych transferach?
- Rafał Piotrowski z Częstochowy, który chyba robi najlepsze programy żużlowe w Polsce pod względem zawartości oraz merytoryki, powiedział "To jest facet, który w Częstochowie zawsze się ściga. W innych klubach też jeździ, ale tu się ściga". Znając warsztat Ryśka i wiedząc jakiego nosa ma Marek Cieślak, to zrobi z niego jeszcze rajdera, który pokaże, że w wieku 47 lat można ścigać się na wysokim poziomie. I jeszcze Rychu będzie robił duże punkty. Zresztą, jeżeli Greg Hancock rok temu był piątym zawodnikiem świata, jeżdżąc wówczas w drugiej lidze w Stali Rzeszów, przy jego technice, to myślę, że jak wróci w przyszłym roku to też będzie "kozakiem". Ci, którzy myślą, że rok nie jeździł, żona ciężko choruje, trójka dzieci  - tak, ale to są rzeczy, które dotykają normalnych ludzi, natomiast nie tytanów umysłu jak Greg, który ma non stop głód sukcesu i non stop innowacyjność. To jest facet, który wchodził na galę w Berlinie w 2016 roku i za uchem mówił "Hej, o czym teraz myślisz? Jak ojcostwo?" . Czy to są bezdętkowe opony, czy jakieś nowe technologie, czy technika startu - zawsze jest novum. I Hancock to jest klasyczny Amerykanin, który wchodzi z nowościami do sportu.

źródło: inf. własna


0Komentarze

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych. Kliknij tutaj aby się zalogować lub zarejestruj się.

Portal www.speedwaynews.pl/ nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Nie ma jeszcze komentarzy...
Artykuł załadowany: 0.8729 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl