Damian Ratajczak: Zacząłem jeździć w kwietniu, a w czerwcu zdawałem licencję (wywiad)

Damian Ratajczak i Roman Jankowski

Damian Ratajczak i Roman Jankowski (fot. Roman Biliński)

Damian Ratajczak jest jednym z bardziej utalentowanych polskich zawodników w klasie 250cc. W minionym sezonie wychowanek Unii Leszno na brak sukcesów narzekać nie mógł, a w rozmowie z serwisem speedwaynews.pl opowiada o swojej miłości do czarnego sportu i wynikach sportowych w 2019 roku.

Po raz pierwszy o Damianie Ratajczaku usłyszeliśmy we wrześniu ubiegłego roku, gdy wziął udział w Międzynarodowym Turnieju Żużlowym w klasie 250cc. Na Motoarenie im. Mariana Rosego wywalczył trzy punkty. W tym sezonie wiodło mu się zdecydowanie lepiej, bowiem potrafił wygrywać poszczególne turnieje, a na jego szyi zawisło kilka zdobyczy medalowych.

Konrad Cinkowski, speedwaynews.pl: – Na początek naszej rozmowy nie sposób nie zapytać, skąd u Ciebie miłość do speedwaya i chęć spróbowania swoich sił w „czarnym sporcie”?
Damian Ratajczak, zawodnik Unii Leszno: – Żużel fascynował mnie już od małego. Mieszkam 15 kilometrów od Leszna, więc ciężko byłoby się nie interesować tym sportem. Przed kontaktem ze speedwayem przez pięć lat jeździłem na motocrossie, lecz od zawsze chciałem spróbować swoich sił na żużlu.

– Jak rodzice, rodzina czy też przyjaciele zareagowali na to, gdy ogłosiłeś, że chcesz się ścigać na motocyklach bez hamulców?
– Rodziców musiałem długo prosić, aby zapisali mnie do szkółki. Przed tym mocno przepracowałem zimę na crossficie u trenera Marcina Giernasa i rodzice zauważyli, że naprawdę mi zależy, więc mnie zapisali (śmiech). Rodzina i przyjaciele wspierają mnie w tym, kibicują, więc dziękuję im za to.

– Jesteś z rocznika, który może ścigać się w 250cc. Od początku był plan, abyś startował w tej klasie?
– Gdy przyszedłem do szkółki żużlowej, nie wiedziałem, że istnieje taka klasa. Gdy w miarę zaczęło mi to wychodzić, trener Roman Jankowski przekazał mi, że będę mógł zdać licencję w klasie 250cc. Pojeździłem kilka treningów i udało się przebrnąć egzamin pozytywnie. Łatwo jednak nie było, ponieważ zrobiłem to po krótkim czasie mojej przygody z żużlem. Zacząłem jeździć w kwietniu, a w czerwcu zdawałem licencję.

– Ściganie na 250cc to z Twojej perspektywy dobre przetarcie przed „pięćsetkami”? Niektórzy sobie niezbyt to chwalą ze względu na złe nawyki.
– Moim zdaniem to bardzo dobre rozwiązanie, przynajmniej dla mnie. Zebrałem bardzo dużo cennego doświadczenia, wiele się nauczyłem i – co przede wszystkim – schodzi ten pierwszy stres startów w czterech. Wiadomo, ten motocykl ma słabszą moc i wkradają się złe nawyki, ale na 250cc siadałem tylko na zawody, a trenowałem na pięćsetce, więc szybko starałem się je eliminować.

– Na brak jazdy narzekać w tym sezonie nie mogłeś, bowiem wystąpiłeś w ponad dwudziestu imprezach w klasie 250cc. Zanim podpytam o poszczególne turnieje, jak oceniasz całościowo sezon 2019 w swoim wykonaniu?
– Oczywiście, cieszę się bardzo, że mogłem wziąć udział w tylu imprezach. Dało mi to bardzo dużo dobrej nauki i doświadczenia, więc są same plusy. Był to mój debiutancki sezon na żużlu, więc cieszę się, że udało mi się wykręcić takie wyniki. Na pewno jest niedosyt, ale jak to mówią – „nie od razu Kraków zbudowano”. Trzeba ciężko przepracować zimę i wejść dobrze w następny sezon.

– Drugie miejsce w Pucharze Ekstraligi, drugie miejsce w Pucharze Polski czy też trzecie miejsce w mistrzostwach Niemiec i trzecie miejsce w mistrzostwach Czech. Zwycięstwa były tak blisko…
– W obu turniejach – Pucharze Polski oraz Ekstraligi – do zwycięstwa zabrakło mi tylko lub aż jednego punktu. Widocznie czegoś z mojej strony zabrakło. Trzeba wyeliminować błędy i pracować dalej nad sobą, a jak to mówią – trening czyni mistrza. Tego się trzymam (uśmiech).

– W jaki sposób „narodził się” temat Twoich zagranicznych startów w tego typu imprezach?
– Myślę, że zaprocentowały moje dosyć dobre wyniki w Polsce. Dostałem szansę pokazania się za granicą oraz sprawdzenia się na tle zagranicznych zawodników, jak przy nich wygląda moja jazda.

– W swoim debiutanckim sezonie ścigałeś się w Pucharze Europy oraz Mistrzostwach Świata. Na pewno spore przeżycie, choć nie udało Ci się przywieźć medali do domu.
– Na mistrzostwach świata byłem o włos od finału, ale głupie błędy, które popełniłem sprawiły, że mogłem ten bieg obejrzeć jedynie z perspektywy parku maszyn. Z tych turniejów wywiozłem dobre doświadczenie i sporo nauki czarnego sportu, zresztą jak z każdych innych zawodów.

– Ścigałeś się na wszystkich torach ekstraligowych, a także kilku pierwszo- i drugoligowych. Do tego niemieckie, duńskie, czeskie owale. Na których z nich najlepiej Ci się jeździło i dlaczego?
– Ciężko jest mi wybrać najlepszy tor do ścigania, ale jakbym miał już to zrobić to na pewno: Zielona Góra, Pardubice, Holsted, Diedenbergen, Lublin, Grudziądz i oczywiście Leszno. Jak widzisz, dużo jest tych torów, na których idzie się fajnie pościgać.

– W przyszłym roku będziesz miał piętnaście lat, co umożliwi Ci zdawanie licencji na „pięćsetkę”. Planujesz podejście do egzaminu i ewentualne łączenie startów w obu klasach, czy skupiasz się na 250cc?
– Skupiam się na tym, aby dobrze przygotować się do licencji na motocyklu 500cc i na pewno chciałbym się już ścigać na żużlu, o ile uda mi się uzyskać certyfikat. Nie wykluczam startów na 250cc, ale zobaczymy, co z tego wszystkiego wyjdzie.

– Jakie masz plany związane z sezonem 2020?
– Zdać licencję w klasie 500cc i przede wszystkim przejechać sezon cało i zdrowo. Wiadomo, chcę też chłonąć wiedzę, zbierać doświadczenie i uczyć się z każdych kolejnych zawodów.

– Jak wygląda u Ciebie kwestia zaplecza sprzętowego oraz sponsorskiego?
– Mam kilku sponsorów, którzy mnie wspierają, za co im bardzo dziękuję. Sprzęt mam swój, ale wspiera mnie także w tym zakresie klub. Nie mogę nie wspomnieć o tacie, który jest głównym sponsorem i mentorem, menedżerem. Bez pomocy jego oraz mojej mamy byłoby ciężko. Dziękuję.

– Jak współpracuje Ci się z trenerem Romanem Jankowskim?
– Bardzo wiele mnie nauczył i wspierał podczas zawodów, przekazując swoje cenne uwagi. Na trenera Piotra Barona również mogłem liczyć, także dawał ważne wskazówki. Bardzo im obu dziękuję za poświęcony czas i naukę tego sportu.

– Dziękuję za rozmowę. Czy chciałbyś coś dodać na koniec od siebie?
– Również dziękuję i pozdrawiam wszystkich kibiców oraz czytelników serwisu speedwaynews.pl.

źródło: inf. własna

Czy zawodnik powinien łączyć jazdę w klasie 500cc i 250cc?


0Komentarze

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych. Kliknij tutaj aby się zalogować lub zarejestruj się.

Portal www.speedwaynews.pl/ nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Nie ma jeszcze komentarzy...
Artykuł załadowany: 0.6212 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl