Grzegorz Drozd: Nie wyobrażam sobie życia bez żużla. To mój tlen potrzebny do życia (wywiad)

Grzegorz Drozd

Grzegorz Drozd (fot. archiwum)

Prawnik, dziennikarz i ekonomista prowadzący własną działalność gospodarczą. Wierny fan metalowej grupy Pantera, a zwłaszcza groove'u Vinniego Paula. Perkusista amator, który lubi wyjść do teatru, a jeszcze bardziej na koncert muzyczny. Zapraszamy na rozmowę z Grzegorzem Drozdem.

W środę na naszym profilu w serwisie Facebook.com zamieściliśmy fotografię przedstawiającą nową twarz w naszej Redakcji, której oficjalny debiut nastąpi w piątkowe popołudnie. Tak, to Grzegorz Drozd. Nim jednak doskonały dziennikarz przywita się z wami pierwszym felietonem to zachęcamy do zapoznania się z krótkim wywiadem, w którym analizowana jest sytuacja światowego speedwaya oraz ostatnie informacje o zmianie promotora FIM Speedway Grand Prix.

Grzegorz Starzec, speedwaynews.pl: Jesteś koneserem amerykańskiej ligi NBA, ale wiem też, że masz inne pasje. Grasz amatorsko na perkusji i bywasz na koncertach. Wyobrażasz sobie w ogóle życie bez żużla?
Grzegorz Drozd: Nie wyobrażam sobie życia bez żużla. To powiedzmy mój tlen potrzebny do życia. Nie ma dnia żebym nie myślał o żużlu. Regularnie o nim śnie. Ale na szczęście mam inne miłostki i chyba dobrze, bo bez nich bym zwariował od zafiksowania na punkcie żużla. Oprócz żużla najważniejsza jest muzyka, która od zawsze rywalizuje z żużlem o moje względy i z reguły przegrywa. Słucham muzyki kiedy mogę. Wykorzystuje choćby kilka minut jazdy w samochodzie. W końcu spełniłem marzenie i gram na perkusji. Nieco przebija mnie fakt, że tego utraconego czasu, gdy nie grałem nigdy już nie odzyskam. Życie jest cholernie krótkie, więc jak najszybciej róbcie rzeczy na które macie ochotę. Oprócz tego mam wiele różnych innych zainteresowań jak psychologia, czy filozofia, ale na pewno nie jest i nigdy nie będzie to informatyka czy elektrotechnika. Jestem typowym humanistą.

- Jesteś znanym i cenionym dziennikarzem żużlowym w Polsce, Europie i na świecie, ale czy  nie myślałeś siąść na motocykl żużlowy, odkręcić manetkę i dać się poznać jako zawodnik-amator?
- Od ponad 30 lat słyszę to pytanie o moje chęci zostania żużlowcem. Zmienia się tylko forma użycia czasu. Teraz to już czas przeszły, choć istnieje możliwość jazdy amatorsko. Rodzice nigdy nie chcieli mi kupić motocykla. Nie wiem czy nadawałbym się na żużlowca, ale na pewno wiem, że bardzo podobałoby mi się ich cygańskie życie bowiem sam przez dobrych kilka lat wokół żużla takie prowadziłem. Trzeba to lubić, a ja  uwielbiam taki tryb życia i nigdy nie poszedłem do normalnej pracy. Pozostawały motocykle użytkowe, ale jak mówiłem życie jest zdecydowanie za krótkie. Nagle masz 40-stkę i łupie cię  w krzyżu, boli w oku, a księgowa goni z terminami, ale i w tym temacie się nie poddaje. Zabawna sprawa, bo właśnie dziś podjąłem decyzję, że jeszcze w tym roku kupię sobie motocykl. Na pewno jakiś zwinny i mały. Ale pragnę uspokoić Bartka Zmarzlika. Nie zostanę żużlowcem i nie odbiorę mu tytułu (śmiech).

- Zwiedziłeś trochę świata podróżując za speedwayem. Masz jakiś ulubiony tor, miasto, klub? Coś, gdzie zawsze Cię ciągnie w odwiedziny?
- Mam wiele takich miejsc i mógłbym długo o nich opowiadać (śmiech). Najwspanialszy jest moment, gdy pierwszy raz przyjeżdżam w miejsce o którym czytałem i oglądałem na VHS gdy byłem dzieckiem i marzyłem żeby kiedyś tam być. Gdy w końcu przyjeżdżam na taki stadion, staje w miejscu, rozglądam się dookoła i przypominam sobie czasy gdy oglądałem za dzieciaka zawody na tym torze i wtedy mówię do siebie w myślach: Grzegorz, jesteś. Za kolejnym razem zmienia się tylko formułka na: Grzegorz, znów tu jesteś (śmiech).To są piękne chwile. Moje ulubione tory to King's Lynn, Motala, czy Vojens. Ale zawsze wielkim przeżyciem były i są wizyty na stadionach legendach jak Ullevi w Göteborgu, czy nasz Olimpijski we Wrocławiu, gdzie jestem co prawda regularnie, ale zawsze towarzyszą mi te same emocje z celebrowaniem chwil na stadionie, który dla polskiego żużla znaczy bardzo wiele. Dodam, że oglądanie żużla w czasach dzieciństwa było możliwe w moim przypadku dlatego, że od najmłodszych lat kupowałem kasety z żużlem na stadionach bądź korespondowałem z czytelnikami Tygodnika Żużlowego. Pierwsze kasety kupowałem w wieku ok. 10 lat. Wcześniej po prostu nie miałem magnetowidu w domu (śmiech).

Jednym z ulubionych torów Grzegorza Drozda jest Vojens. Obiekt miejscowego klubu jest bardzo szczęśliwy dla Polaków, którzy wielokrotnie wygrywali rozgrywaną tam rundę Grand Prix

- Jesteś jednym z niewielu dziennikarzy żużlowych w Polsce, którzy uważają, że angielski żużel jest niesłusznie szkalowany. Co musi się stać, żeby brytyjski speedway wrócił do „dobrej” prasy?
- Nie tylko angielski. Każdy poza granicami Polski. Ale Anglikom dostaje się najbardziej, bo wzajemnie nie przepadamy za sobą. Żeby w oczach Polaków był wartościowy, to musiałby funkcjonować na przynajmniej nie mniejszym poziomie finansowym, niż w Polsce. Ja upominam o należny szacunek dla każdego żużlowca i dla każdego promotora z każdego żużlowego zakątka.

- Nieoficjalnie wiadomo, że angielskie BSI za dwa lata żegna się z elitarnym cyklem Speedway Grand Prix (więcej na ten temat TUTAJ). Czy można się spodziewać ocieplenia wizerunku wyspiarskiego żużla po utracie praw do organizacji przez tamtejszą firmę?
- Myślę że tak. Na kiepski wizerunek BSI najmocniej zapracowali nasi dziennikarze, którzy na przestrzeni lat z lubością wytykają Anglikom ich błędy, bądź przypisują minusy, za które oni nie odpowiadają i nie są efektem stricte ich działań. Oliwy do ognia dolał spór z One Sport i w tym aspekcie sami strzelili sobie samobója. Generalnie tak się dzieje, bo zawsze łatwiej dokopać obcemu niż swojemu. Wśród swoich trzeba jakoś żyć. Z obcym nie ma takiej potrzeby. Ale nie jesteśmy wyjątkiem. Anglicy też mają tendencję do cieplejszego traktowania swoich idoli i łatwiej przychodzi im krytyka np. pod adresem zawodników że wschodu. To bardzo ludzkie. Koszula jest zawsze bliższa ciału. Polacy cieplej będą spoglądali na Grand Prix jeśli w współorganizację cyklu będzie odpowiadał One Sport. W zasadzie powinno być nam obojętne kto będzie przyczyniał się do rozwoju żużla. Czy to będą Polacy, Anglicy czy ktokolwiek inny. Ale my w Polsce mentalnie żądamy, aby przewodzić w każdym aspekcie światowego speedwaya z tytułu dominującej roli sportowej i organizacyjnej.

- Tu nasuwa się pytanie, czy Discovery i po części polski One Sport wniosą na tyle dużo powiewu świeżości w światowym speedwayu, żeby w krajach, gdzie żużel upada, znów wrócił do poziomu sprzed lat? Mam tu na myśli np. USA, Czechy, Węgry?
- To jest bardo trudne pytanie, ale myślę, że nie. Żeby dyscyplina rozwijała się musi dobrze funkcjonować na co dzień. Jedna impreza nie zmieni obrazu sprawy. Generalnie z upadkiem i rozwojem żużla w danych częściach świata to temat skomplikowany, bowiem to nie jest tak, że 40 lat temu wszędzie było dobrze, gdzie funkcjonował żużel, a teraz to tylko gorzej. Poza tym trzeba zdać sobie sprawę z tego że żużel w krajach z Układu Warszawskiego żużel dobrze funkcjonował dzięki sztucznej pomocy państwa, a teraz jest gorzej bo widać takie jest na niego zapotrzebowanie. Najważniejsze jest to co teraz powiem: w dowolnym punkcie na osi czasu po zakończeniu II Wojny Światowej żużlowy stan posiadania na naszej planecie nie był lepszy, niż dziś. Z reguły było to ok. 8 państw w których organizowano zawody żużlowe. Jest wielu co będą negować moje powyższe słowa, ale jeśli chcą dyskutować z faktami, to ich problem. Ale wracając do sensu pytania to uważam, że coraz większa popularność mistrzostw świata na pewno przełoży na pojawienie się młodych chłopaków w różnych częściach świata, którzy zamarzą być zawodowym żużlowcem.

- Zaglądając do naszego, polskiego podwórka... Czy nie masz wrażenia, że PGE Ekstraliga czerpie zbyt dużo z trudu i pracy ludzi z klubów w niższych klasach rozgrywkowych? Chodzi mi np. o wyszukiwanie i ściąganie młodych chłopaków, którzy nie są gotowi na tak wysoki poziom sportowy
- Na pewno powiększa się dystans pomiędzy ligami, a pamiętam dokładnie co mówili pomysłodawcy trójstopniowej ligi w 1999 roku: że ów podział zmniejszy różnice sportowe i organizacyjne pomiędzy ligami oraz że widmo spadków i awansów będzie nakręca koniunkturę. Uważam, że ten ostatni aspekt działa na kluby dokładnie odwrotnie. To co miało napędzać, to ich niszczy. Kluby za wszelką cena chcą awansować, bądź się utrzymać i w imię tego założonego celu pędzą na oślep często w przepaść. Ja od zawsze byłem za dwiema ligami i zdania nie zmieniam. Ekstraliga korzysta i w sumie dobrze. Nie miałbym o to pretensji do tej organizacji. Wzrasta level tego projektu i to bardzo dobrze, ale zapomnijmy o tym, że kluby z ekstraligi będą pomagać tym słabszym, a był jeden z czołowych argumentów „za” wprowadzeniem ośmiozespołowej elity. Prezesi ekstraligi będą forsować takie przepisy, które będą im służyły, a nie ośrodkom z niższych lig. Uważam, że błędem jest to, że ekstraliga to oddzielny byt organizacyjno-prawny. To rodzi niepotrzebne rozwarstwienia na każdej płaszczyźnie. W wyniku czego np. mamy różne przepisy dotyczące przebiegu wyścigu żużlowego. To już zupełny strzał w kolano.

Zdaniem Drozda w Polsce powinny obowiązywać tylko dwie klasy rozgrywkowe

- Niewątpliwie dyscyplina w Polsce ma wzięcie. Coraz więcej telewizji staje w przetargach o prawa transmisji. Najlepszym dowodem jest to, że w sezonie 2020 po raz pierwszy w historii 2. Liga Żużlowa najprawdopodobniej będzie miała stałego nadawcę. Nie za dużo jest już tej telewizji w żużlu?
- Na pewno nie. Wszystko co jest najpopularniejsze na świecie i generuje największe zyski nie jest anonimowe, tylko globalne w odbiorze. Sam byłem ogromnym fanem NBA w latach 90, a nigdy w życiu do żadnej hali NBA nie zbliżyłem się na mniej, niż kilka tysięcy km. Nie musiałem. Charles Barkley i Michael Jordan za pomocą telewizji sami przybyli do naszych domów w Radomiu, Pułtusku i Ustrzykach Dolnych a wszystkie dzieciaki biegały w odzieży z bykiem. Tak to działa. Dlatego niech żużla będzie jak najwięcej. Kiedyś nagrywałem i oglądałem każdą dosłownie dostępna sekundę żużla w tv, teraz jest tego tak dużo, że już nie ogarniam, ani na bieżąco, ani zimą, aby obejrzeć wszystkie zaległe. Także wypada się tylko z tego cieszyć i oby tak dalej.

- Dziękuję za rozmowę i witam na pokładzie speedwaynews.pl. Cieszę niezmiernie że będziemy współpracować.
- Dziękuję, również się cieszę (uśmiech).

źródło: inf. własna


0Komentarze

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych. Kliknij tutaj aby się zalogować lub zarejestruj się.

Portal www.speedwaynews.pl/ nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Nie ma jeszcze komentarzy...
Artykuł załadowany: 0.6619 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl