Rafał Trojanowski: Specyficzne tory, rekiny, strzelanie z broni. Najlepszy wyjazd w karierze!

Wiktor Lampart, Rafał Trojanowski

Wiktor Lampart, Rafał Trojanowski (fot. Sebastian Siedlik)

Były zawodnik, który obecnie współpracuje z jednym z czołowych polskich juniorów – Wiktorem Lampartem – doświadczył w swojej karierze wyjątkowej przygody. Dziś, obecni żużlowcy nie będą mieli okazji już takiej przeżyć.

Rafał Trojanowski to postać, której nie trzeba przedstawiać. Urodzony w 1976 roku wychowanek rzeszowskiej Stali skończył karierę po sezonie 2016. Dziś jest menadżerem Wiktora Lamparta – jednego z najlepszych polskich juniorów. Stara się przykładać jak najlepiej, by młodzieżowiec Speed Car Motoru Lublin nabierał jak najwięcej doświadczeń. Jednak takich, które nabył sam Rafał Trojanowski, młodszy z braci Lampartów już okazji mieć nie będzie.

W 1996 roku „Trojan” wraz ze Sławomirem Drabikiem, Mariuszem Węgrzykiem, Adamem Skórnickim, Waldemarem Walczakiem, Robertem Mikołajczakiem i Krzysztofem Jabłońskim miał okazję uczestniczyć w „tournée” reprezentacji Polski w Republice Południowej Afryki. „Biało-czerwoni” odjechali tam cztery mecze z drużyną z „Czarnego Lądu”. Był to idealny czas, aby poznać nowe, egzotyczne dla żużla miejsca już po sezonie. Spotkania odbyły się bowiem w listopadzie.

Dwa lata przed opisywanym "tournee" biało-czerwonych w RPA, tamtejsza reprezentacja zawitała do Polski, gdzie mierzyła się w sparingach z kilkoma naszymi klubami

- To był dla mnie najciekawszy i najbardziej emocjonujący wyjazd, który z pewnością zapadł mi w pamięć. Odległy kraj, dość egzotyczny i było to połączenie zawodów i odrobiny wakacji, ponieważ mieliśmy wiele wycieczek i zwiedzania różnych obiektów, takich jak chociażby kopalnia złota. To było coś niesamowitego. Przepiękne były te krajobrazy i miasta. Nie wyobrażałem sobie, że RPA jest tak bogatym krajem – opowiedział dla portalu speedwaynews.pl Rafał Trojanowski, przypominając sobie wydarzenia sprzed ponad dwudziestu lat.

Oprócz wspomnianej kopali złota, „Trojan" wraz z kolegami z zespołu odwiedzili również Sun City, w którym znajduje się tzw. pałac zaginionego miasta oraz Durban. To miejsca zdecydowanie wyjątkowe i niedostępne na co dzień, jak na tamtejsze czasy. To właśnie z tego powodu ta podróż tak zapadła w pamięci byłego żużlowca. - Sun City to fantastyczne miejsce ze sztucznym morzem i wieloma ogromnymi zjeżdżalniami. Była to nie lada atrakcja. W Durbanie natomiast byliśmy na przepięknych plażach, gdzie jak się później dowiedziałem - tuż przy nich pływają rekiny - wspominał wychowanek Stali Rzeszów. - Świetnym doświadczeniem dla nas było też strzelanie z prawdziwej broni poza miastem. W tym kraju ludzie mają ogólne zezwolenie na posiadanie takowej. RPA to zdecydowanie miejsce warte odwiedzenia - dodał.

Sun City w RPA

Pojedynki z reprezentacją RPA odbyły się na trzech różnych obiektach. Dwa razy ścigano się na torze w Brakpan, w pobliżu Johannesburga i po razie w Klerksdorp i Kimberley. Jak wspomina tamtejsze owale „Trojan”? Z jego relacji jasno wynika, że odbiegały one standardami od tradycyjnych, spotykanych w Europie. - Tory były troszkę specyficzne. Przeznaczone nie były tylko do żużla, ponieważ głównie ścigały się tam sidecary. Zamiast band były barierki, które można spotkać np. na autostradach. Wewnątrz toru zamiast standardowego krawężnika były ułożone i wkopane opony. Na dzisiejsze czasy to nie mieści się w głowie, ale to był całkowicie inny żużel. Choć ścigaliśmy się popołudniami to i tak robiliśmy to w ogromnych upałach – wspominał uczestnik wydarzeń.

Na początku tekstu zaznaczyliśmy, że dzisiejsi żużlowcy nie będą mieli już okazji zaznać takich doświadczeń. Wynika to z faktu, że po sezonie 2018 zamknięto ostatni czynny tor w Afryce. O obiekcie w Walkerville nieopodal Johannesburga pisaliśmy niedawno w odcinku „Z(a)marłych torów”, który dostępny jest TUTAJ. Na tym konkretnym owalu „Trojan” nie jeździł, ale miał okazję zwiedzić wspomnianą stolicę kraju. Jakie wrażenia przy tym towarzyszyły?  - Johannesburg skojarzył mi się z Nowym Jorkiem. Bardzo podobne miasta i bardzo duże wieżowce. W pamięć zapadło mi lodowisko na dziesiątym piętrze w środku lata. Całkowicie odmienne rzeczy, niż w Polsce i mogliśmy to ujrzeć na własne oczy – przyznał obecny menadżer Wiktora Lamparta.

Okładka programu z meczu polskiej kadry w Brakpan

Przechodząc do stricte żużlowego tematu wyprawy, Rafał Trojanowski przyznaje, że miejscowi zawodnicy prezentowali naprawdę przyzwoity poziom sportowy. Dziś nie ma już czynnych rajderów z RPA, z racji upadku żużla w tym kraju, ale jeszcze do niedawna było kilku takich, którzy stawiali kroki nawet na międzynarodowej arenie. Rozmowa z jednym z nich dostępna będzie już niedługo na naszym portalu.

- Na pewno różnice były w wyszkoleniu i poziomie sprzętu, ale oni na tych swoich torach jeździecko dawali radę. To nie było tak, że wygrywało się biegi z ogromną łatwością. Dość mocno stawiali opór i było się z kim pościgać. Atut własnego toru sprawiał, że mieli te owale opanowane bardziej od nas. W żużlu bez dopasowania, motocykle tam pracowały zupełnie inaczej, niż w Polsce.  My nie braliśmy najlepszego sprzętu. Było po sezonie, więc braliśmy maszyny, których nie używaliśmy na co dzień. To też sprawiało, że te zawody bywały bardziej wyrównane – wyjaśniał Trojanowski.

Nasz rozmówca był najskuteczniejszym zawodnikiem polskiej reprezentacji podczas opisywanego „tournée”. W czterech meczach zdobył łącznie 43 punkty. Najlepszym ogniwem ekipy z „Czarnego Lądu” był Dean Prinsloo – zawodnik, który pojawiał się jeszcze w zawodach przed kilkunastoma laty. Jak wspominał Byron Bekker, żużlowiec ten był cennym wzorem dla młodego narybku, który wykazywał progres rozwoju. Niestety, dziś żużla w Afryce już nie ma. Zapytaliśmy więc Rafała Trojanowskiego, czy dziś nie brakuje w speedwayu takiego kierunku.

- Aż tak egzotycznych punktów nam nie trzeba (śmiech), chociaż z Wiktorem chętnie pojechalibyśmy na takie tournée, na jakim ja byłem. Szkoda, bo gdyby żużel się tam rozwijał, to mielibyśmy tam pewnie bardzo ciekawych zawodników. Na pewno ciekawym rozwiązaniem byłoby tam jechać, aby przedłużyć sobie sezon. Ale cóż, na co dzień mamy kraje, które nie do końca sobie radzą z tą dyscypliną w Europie i możemy równie dobrze tam zawitać – podsumował „Trojan”.

Źródło: inf. własna


0Komentarze

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych. Kliknij tutaj aby się zalogować lub zarejestruj się.

Portal www.speedwaynews.pl/ nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Nie ma jeszcze komentarzy...
Artykuł załadowany: 0.8249 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl