REKLAMAeWinner Banner

Darcy Ward o przyjaźniach, wdzięczności, dawnych czasach i drodze prosto z samolotu na motocykl

Darcy Ward

Darcy Ward (fot. Krzysztof Szpak)

O zielonych skarpetkach, wdzięczności i przyjaźniach, dawnych czasach i drodze prosto z samolotu na motocykl opowiedział Darcy Ward w ostatnim odcinku “This is speedway” prowadzonym przez Łukasza Benza na antenie nSport+ w piątkowy wieczór.

Darcy Ward to prawdziwa legenda żużla i nikomu nie trzeba go przedstawiać. Australijski żużlowiec, który dwukrotnie zdobył tytuł Indywidualnego Mistrza Świata Juniorów. Lata 2009 - 2014 spędził w Toruniu, który do tej pory wspomina i jak sam podkreśla to miasto zawsze będzie dla niego bardzo ważne. W ubiegłym roku planował odwiedzić Toruń, lecz pandemia wywołana COVID-19 skutecznie pokrzyżowała jego plany. - Mieliśmy plany, by w tym roku odwiedzić Toruń i zobaczyć mecz Polski z Australią. Były takie plany na marzec, ale tydzień przed wybuchła pandemia. Byliśmy niepewni tego, co się dzieje. 

Jak sam Ward wspominał  na antenie nSport+ wiele zawdzięcza klubowi z Torunia, w którym otrzymał naprawdę wiele, a to z kolei pozwoliło na szybki rozwój jego kariery i zdobycie pierwszego tytułu. - Dzień, w którym zdobyłem tytuł Indywidualnego Mistrza Świata Juniorów był szalony. Miałem dużo szczęścia, że mogłem startować wtedy w klubie z Torunia. W moim pierwszym roku startów jazda w barwach toruńskiego klubu, najlepszego żużlowego klubu w Polsce i na nowym stadionie to było coś niesamowitego. Działacze bardzo mi pomogli. Zapewnili mechaników, sprzęt - dali po prostu wszystko. Dzięki temu w błyskawicznym czasie osiągnął spory progres. Na co dzień mieszkałem w Anglii z tatą, a na weekendy lataliśmy do Polski na zawody. W Toruniu otrzymałem wszystko jak na tacy i w niedługim czasie mogłem się sporo nauczyć. Rok 2009 był dla mnie bardzo istotny, a zdobycie pierwszego tytułu w karierze w Chorwacji był jednym z najważniejszych wydarzeń w całej mojej karierze. 

Australijczyk myślami wraca często do swoich startów na toruńskim owalu i z ogromnym sentymentem przywołuje pamięcią geometrię toru. - Uwielbiam oglądać powtórki z moich pierwszych zawodów Grand Prix w Toruniu. W 2011 dostałem dziką kartę i zakończyłem zawody na 3 miejscu. Odjechałem świetny wyścig przeciwko Gollobowi i Hancockowi. To też był wielki dzień w mojej karierze, ponieważ w tamtym sezonie Greg zdobył Mistrza Świata, a sezon wcześniej zrobił to Gollob z kompletem punktów w 7 startach. Pokonałem 2 Mistrzów Świata w moim debiutanckim starcie w GP. To był szalony wieczór. Starty w Toruniu były dla mnie wielkim przywilejem. Uważam, że to był możliwie najlepszy klub, a tor był cudowny z nachylonymi łukami. Jeśli nawierzchnia była odpowiednio polana wodą to materiał idealnie się odsypywał. Wiraże różniły się i miały inną charakterystykę, co było dobre, bo jeśli jechałeś na 3 lub 4 miejscu to mogłeś wykorzystać ich profil. Na pierwszym wirażu, jeśli wypuszczałeś się i ścinałeś do krawężnika to mogłeś na tym sporo zyskać. 

Podczas rozmowy nie zabrakło barwnych historii z życia Australijczyka, które były naprawdę szalone, pełne wrażeń i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Nikt nigdy nie przypuszczał, że spokojne śniadanie na lotnisku przerodzi się za moment w wyścig z czasem do innego kraju prywatnym samolotem na ważne spotkanie. - Jechałem na lotnisko i byłem przekonany, że samolot mam o 10.50, ale okazało się, że był o 10.05. Wcześniej spokojnie pojawiłem się na lotnisku, zjadłem śniadanie i wypiłem owocowego shake'a, a następnie spojrzałem na ekran z odlotami. Zobaczyłem wtedy, że zamykają już bramki i pomyślałem jakim cudem. Wziąłem do ręki bilet i rzeczywiście była tam godzina 10.05. Pobiegłem w odpowiednie miejsce, a samolot już zaczął krążyć na płycie. Powiedziałem do pracowniczki lotniska, że koniecznie muszę wsiąść do tego samolotu. Odpowiedziała, że nie ma takiej możliwości, na co ja odparłem, że dam jej 10 tysięcy euro w gotówce pod warunkiem, że zatrzymasz samolot. Musiałem tam wsiąść. Pracowniczka lotniska zadzwoniła więc do pilota, ale on odpowiedział krótko, że nie ma mowy. Później cały czas byłem na łączach z Jackiem Frątczakiem, który był wtedy kierownikiem drużyny. Z lotniska pojechałem taksówką do Heathrow, a w między czasie próbowałem zarezerwować tam prywatny samolot, którym mógłbym polecieć do Polski lub Niemiec. Wszystko załatwiłem i miało mnie to kosztować około 11 tysięcy euro. Konkretnie lot z Heathrow do Polski, ale nie pamiętam w które dokładnie miejsce. Koniec końców załatwiłem lot, ale znów zadzwonił do mnie Jacek i powiedział żebym z Heathrow poleciał samolotem do Berlina, gdzie będzie na mnie czekał prywatny samolot i później polecę nim bezpośrednio do Gorzowa. Poleciałem więc do Berlina. Gdy wylądowałem jakiś facet krzyczy do mnie po polsku: Darcy szybko, idziemy. Przebiegłem z nim przez całe lotnisko w eskorcie policji, przeszedłem przez bramki i wsiadłem do dwuosobowego samolotu. Facet usiadł z przodu, a ja za nim. To była naprawdę maleńka maszyna. Ruszyliśmy tym samolocikiem na główny pas startowy, a wokół były olbrzymy. Te wszystkie ogromne samoloty zatrzymywały się i robiły nam miejsce, więc mogliśmy wystartować. Zablokowaliśmy całe lotnisko, a w Gorzowie wylądowaliśmy na trawiastym pasie.

To była niesamowita przygoda, którą Darcy Ward, prawdziwe żużlowe objawienie, nigdy nie zapomni. Jacek Frątczak, który odegrał w tym wszystkim kluczową rolę zrobił wszystko, by opóźnić spotkanie, tak by jego zawodnik zdążył pojawić się na stadionie w Gorzowie. Plan był szalony, ale udał się i Darcy Ward pojawił się pod koniec pierwszej serii startów. - Natychmiast podjechało do nas porsche z napędem na 4 koła. Wsiedliśmy do środka i założyłem swój kevlar. W Gorzowie opóźnili spotkanie, bo Jacek Frątczak złożył protest. Sprawdzał gaźnik 2 razy, ale zrobił to, aby opóźnić mecz. Dotarłem w odpowiednim momencie, bo rozpoczynał się 3 lub 4 bieg. Złożyłem podpis na liście, założyłem łyżwę, napiłem się wody i zapytałem mechanika czy jesteśmy gotowi. Założyłem kask, wyjechałem pod taśmę i pokonałem na dystansie Zmarzlika. Dostałem skrzydeł i wygrałem z nim po tym wszystkim, co wydarzyło mi się wcześniej. Tego dnia mogłem zdobyć komplet 21 punktów, ale pokonał mnie Niels Kristian Iversen. Przepuściłem go żebyśmy mogli skorzystać z rezerwy taktycznej.

Inną historią, którą podzielił się Ward na antenie nSport+ była przygoda ze skarpetkami i kolorem, który Australijczyk uważał w dzieciństwie za ten, który przynosi pecha. - Muszę przyznać, że niewiele osób o tym wie. Zapomniałem nawet, że moi mechanicy się o tym dowiedzieli. Lizzie też o tym wie, ale czy ktoś jeszcze? Nie wydaje mi się. Ona zdaje sobie sprawę, że to zwariowane, ale naprawdę nie przepadam za zielonym kolorem. Nie wiem z czego to się wzięło. Jako dzieciak uważałem, że przynosi on pecha. Jedynie logo jest w porządku, bo zazwyczaj nie jest to jeden kolor. W Kopenhadze dostałem nowe zielone skarpetki. Wziąłem do ręki telefon, zadzwoniłem do mechaników i powiedziałem, że muszą załatwić nową parę, bo nie ma szans żebym je założył. Przyjechali i je podmienili.

Darcy Ward poukładał swoje życie w Australii i tam zaczął się angażować w miejscowy żużel. Wraz z Ryanem Douglasem i Nickiem Morrisem działają prężnie przy speedway’u, co sprawia im ogromną przyjemność. Dwukrotny Indywidualny Mistrz Świata Juniorów na żużlu cały czas stara się żyć aktywnie, zdrowo się odżywiać i poświęcać swój czas żonie oraz rodzinie i przyjaciołom. Uczęszcza również nieustannie na rehabilitacje. - Zaangażowałem się w lokalny żużel. Współpracuję z klubem tu na miejscu. Zajmuję się również młodzieżowcami i szczerze to mam różne zajęcia. Żużel znów wrócił do mojego życia, bo od wybuchu pandemii bardzo mi go brakowało. Do Australii wrócili Ryan Douglas i Nick Morris - moi dobrzy kumple i wspólnie sporo działamy przy żużlu. [...] Robię wszystko, by żyć zdrowo i aktywnie. Cały czas przechodzę rehabilitację. Przyznam szczerze, że jestem dość mocno zapracowany. Wziąłem ślub z Lizzie i poświęcam czas rodzinie. Generalnie korzystam z życia. 

28-latek opowiedział również o powrocie Jasona Crumpa do żużla i jak to wyglądało nieco od kuchni. Australijczyk uważa, że powrót 45-latka może dać potężnego “kopa” tej dyscyplinie na wyspach, a sam Crump może jeszcze wiele zdziałać. - Muszę przyznać, że po zakończeniu kariery Jason i tak od czasu do czasu jeździł tutaj na motocyklu. Pracował też z dzieciakami, zajmował się trenowaniem, robił naprawdę różne rzeczy. Wcześniej wystartował w moim turnieju i paru innych imprezach. Z wiekiem jednak zwolnił. Ryan i Nick zaczęli namawiać go do powrotu. Ostatecznie zdecydował się na to i wziął udział w zawodach. Zaliczył wtedy naprawdę dobry występ. W tamtych zawodach wystąpił również Tai Woffinden. Ogólnie Crump czuł satysfakcję i po zakończeniu imprezy podpisał kontrakt na starty w Anglii. Rozmawiałem z nim jeszcze przed podjęciem tej decyzji. Wspominał, że otrzymał kilka ofert. Powiedziałem mu wtedy: stary, nie ma co się zastanawiać i wskakuj na motocykl. Odpowiedział: zobaczymy, co będzie. Niedługo po tym podpisał kontrakt. Miał długą przerwę, ale posiadanie takiego zawodnika w zespole to fantastyczna sprawa, nie tylko dla klubu, ale to również doskonała wiadomość dla całego sportu. Brytyjski żużel potrzebował kogoś takiego. To może dać kopa dyscyplinie na wyspach. 

Obecnie w żużlu liczy się wiele rzeczy i aby dojść na sam szczyt nie wystarczy tylko talent. W czasach, w których ścigał się Darcy Ward sprawy wyglądały nieco inaczej. Wtedy wystarczył sam talent, a reszta to była kwestia szczęścia bądź nie. To sport, który wymaga wielu wyrzeczeń i poświęcenia. W życiu przychodzą takie momenty, kiedy zaczyna się to rozumieć.  - Teraz w żużlu jest zupełnie inna era. Musisz wykonywać ciężką pracę, a żużel to wymagający sport. Na miejsce w zespole trzeba sobie ciężko zapracować. [...] Kiedyś być może nie zdawałem sobie sprawy z tego, co jest przede mną. Zabrakło mi mobilizacji. Interesowały mnie wyłącznie pieniądze, imprezy, cieszyłem się sławą i młodością, a gdy mnie zawieszono wszystko zostało mi zabrane. Straciłem przywilej bycia żużlowcem. Zabrano mi coś, co najbardziej w życiu kochałem. Dzięki tamtej sytuacji ocknąłem się. To mnie jednocześnie spowolniło, ale też wiele nauczyło. Obserwowałem starty Grega i jazdę Tomasza Golloba. W międzyczasie przeszedłem na zdrowy styl życia i zacząłem ciężko pracować. Wróciłem na tor i byłem zdecydowanie lepszy, a na motocyklu czułem się wyśmienicie. Byłem w absolutnym gazie. 

W pewnym momencie wiele dyskusji wywołał przepis dotyczący zawodnika na pozycji U-24. Darcy Ward również odniósł się do tej kwestii podczas rozmowy z Łukaszem Benzem. - Działacze zmienili przepisy, by pomóc młodym chłopakom. Chcą, by młodzi mieli szansę dostać się na najwyższe szczeble, co w końcowym rozrachunku jest odpowiednim krokiem, lecz zobaczymy jak to wyjdzie w praniu. Zobaczymy jak rozpocznie się sezon i czy dostarczy nam dobrego ścigania. Wydaje mi się, że jest wystarczająco młodych zawodników, którzy wypełnią ten przepis. 

Źródło: Odcinek “This is speedway”, nSport+, 8 stycznia 2021 r. 


Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News

Obserwuj nas!
Artykuł załadowany: 0.8652 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl