REKLAMAeWinner Banner

Globalny czy wiejski speedway? Musimy wyjść z drewnianych chatek (komentarz)

Craig Cook, Jason Doyle, Bartosz Zmarzlik

Craig Cook, Jason Doyle, Bartosz Zmarzlik (fot. Jarosław Pabijan)

Okres zimowy to nie lada okazja, aby dyskutować na tematy, na które brakuje czasu w tracie sezonu. Jednym z nich jest ekspansja speedwaya do krajów, gdzie "czarny sport" mógłby zagościć i przede wszystkim skorzystać - jeżeli nie kibicowsko, to z pewnością finansowo. Najgorsze jest to, że sami traktujemy ten sport zaściankowo, a od ludzi z "zewnątrz" oczekujemy, że będą dopatrywać się w nim globalności.

Od jakiegoś czasu głośno mówi się, że jedna z rund Speedway Grand Prix mogłaby zawitać do Arabii Saudyjskiej, która coraz mocniej otwiera się na motosporty, czego dowodem chociażby organizacja Rajdu Dakar. Nie brakuje głosów, że to nic nie da, komu to potrzebne, zostańmy przy tym, co jest i że taki turniej tylko narazi samych zawodników na ewentualne koszta związane z przemieszczaniem się.

O pomyśle zorganizowania turnieju Grand Prix w Arabii Saudyjskiej lub w innym "egzotycznym" dla speedwaya miejscu trzeba jednak pomyśleć szerzej. Nie ulega bowiem wątpliwości, że żużel to sport zaściankowy i nie ma co się obrażać na tego typu stwierdzenia. Takie są fakty. Speedway w rodzinie sportów motorowych to ubogi krewny, ale wcale wiecznie tak być nie musi. Wszystko w gestii samych zarządzających tym sportem i ich sposobem myślenia. Jeżeli nadal będziemy gotować się we własnym sosie, wówczas nie możemy oczekiwać, że ktoś z dalekiego kraju zainteresuje się "skręcaniem w lewo".

Żużel to sport widowiskowy, o niesamowicie olbrzymim potencjale. Rywalizacja zawodników trwa na dystansie czterech okrążeń, kilkudziesięciu sekund, w bliskim kontakcie. To siłą rzeczy musi wzbudzać ciekawość. To nie lada przewaga chociażby nad Formułą 1, która przecież pod względem widowiskowości wcale nie przewyższa speedwaya, lecz marketingowo i sponsorsko bije żużel na głowę.

Żużel jako sport jest w stanie się obronić, ale w dzisiejszych czasach to za mało. Sport w obecnych realiach to biznes, to pieniądze i odpowiedni marketing. To ogromna broń, która dobrze wykorzystana może sprawić, że nawet mało interesująca dyscyplina będzie w stanie przyciągnąć widza.

Takie kierunki jak Arabia Saudyjska, Australia, Stany Zjednoczone to szansa, aby o żużlu mówiło się nie tylko w małych szwedzkich lub duńskich mieścinach oraz w kraju nad Wisłą. Jeżeli nadal będziemy organizować turnieje na "stadionach", gdzie brakuje trybun, a kibice muszą siadać na trawie, to nie liczmy, że poważni sponsorzy będą traktować ten sport poważnie. Argumenty, że takie obiekty mają swój klimat, że tor jest widowiskowy są wystarczające, ale w przypadku rozgrywek lokalnych o Puchar Burmistrza, a nie w przypadku zawodów rangi mistrzostw świata.

Musimy zatem wyjść z drewnianych chatek i iść z duchem czasu. Jeżeli finał piłkarskiej Ligi Mistrzów byłby organizowany na starym stadionie Rakowa Częstochowa, zwanym pieszczotliwie "skansenem", to czy poważni przedsiębiorcy wykładaliby wielkie pieniądze, aby ich reklama była tam widoczna? Kwestia dyskusyjna.

Oczywiście, że żużel na małych, kameralnych obiektach ma swój klimat i miło się go ogląda. Nie jest powiedziane, że taki żużel ma nie istnieć w ogóle, ale nie w zmaganiach Grand Prix, gdzie stawką jest mistrzostwo świata. Przecież w innych dyscyplinach takich jak piłka nożna czy siatkówka zmagania też odbywają się na starych stadionach lub w ciasnych halach - ale nigdy w przypadku prestiżowych imprez.

Oczywiście, że naiwne jest myślenie, że organizacja turniejów Grand Prix na wielkich stadionach w Australii, Stanach Zjednoczonych i Arabii Saudyjskiej nagle sprawi, że żużel zyska wielomilionową rzeszę fanów i na całym świecie dzieci będą garnąć się do uprawiania tego sportu. Tak nie będzie. Nie zmienia to jednak faktu, że należy przyzwyczaić ludzi niezaznajomionych ze speedwayem, że to sport poważny, organizowany na wielkich arenach, które automatycznie przyciągają oko sponsorów. Być może jeden z nich akurat zauroczy się tą dyscypliną, co już będzie można uznać za duży sukces. Nie jest bowiem przypadkiem, że nawet najlepsze kluby piłkarskie otwierają się na egzotyczne kierunki - nie dlatego, że potrzebują rozgłosu, ale dlatego, że jest tam możliwość znalezienia dodatkowego źródła dochodów z tytułu umów sponsorskich.

Sponsorzy inwestując, sprawiliby, że o żużlu byłoby głośniej, a co za tym idzie to przyciągnęłoby fanów. Takiego przedsiębiorcę można byłoby następnie zaprosić do Polski, aby mógł zobaczyć prawdziwy potencjał tej dyscypliny. Nie da się bowiem ukryć, że kibic w całej tej machinie jest fundamentalny. To właśnie kibic sprawia, czy dany sponsor będzie chciał wyłożyć pieniądze na stół.

Speedway jest w takim położeniu, że nie ma absolutnie nic do stracenia. Jednorazowa organizacja turniejów Grand Prix w "egzotycznych" krajach to za mało. Potrzebna jest wieloletnia współpraca. Jeżeli ona nie przyniesie wymiernych skutków, zawsze będzie można wrócić do punktu wyjścia i pasjonować się walką o mistrzostwo świata na szwedzkich czy duńskich pastwiskach...

Źródło: inf. własna

Czy organizacja Grand Prix na wielkich światowych arenach to dobry pomysł?


Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News

Obserwuj nas!
Artykuł załadowany: 0.9594 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl