REKLAMAeWinner Banner

Marta Pieszczek: Najgorsze jest to, że to MY napędzamy karuzelę hejtu (wywiad)

Krystian Pieszczek

Krystian Pieszczek (fot. Łukasz Wilk)

Marta Pieszczek, żona Krystiana, zawodnika Zdunek Wybrzeża Gdańsk w rozmowie z korespondentką portalu speedwaynews.pl, Pauliną Wiśniewską, opowiada o uczuciach, które jej towarzyszą, gdy spotyka się z hejtem i jak postrzega to zjawisko.

REKLAMAPark Maszyn

Hejt w sporcie to powszechne zjawisko wśród kibiców. Wielu zaś nie zdaje sobie sprawy ze skali problemu i czym faktycznie jest ten hejt. Obrażając zawodnika nie obrażamy wyłącznie jego, lecz dotykamy również jego najbliższych.

Paulina Wiśniewska (speedwaynews.pl): Hejt był zawsze obecny w naszym życiu?
Marta Pieszczek (żona Krystiana Pieszczka): Hejt był, jest i będzie w mniejszym lub większym stopniu zawsze. Nie ma lekarstwa aby definitywnie pozbyć się go z naszego życia, ponieważ zawsze znajdzie się argument, a za nim jednostka, która go wykorzysta.

- Dlaczego w takim razie warto o tym mówić?
- Otóż dlatego, że jeśli częściej zacznie się ludzi uświadamiać o jego następstwach i przytaczać przykłady z niesportowej sfery życia, gdzie hejt może dotknąć równie mocno osobę „hejtującą”, to może zamknie to usta chociaż 1/3 danej grupy. Biorąc pod uwagę wielkość problemu to i tak już sukces.

- W jakich sytuacjach miała z nim Pani najczęściej do czynienia?
- Sama nie raz spotkałam się z różnymi opiniami kierowanymi w moją stronę. Czy bolało? Owszem. Co z tym zrobiłam? Na początku próbowałam walczyć, udowadniać. Później? Stwierdziłam, że nie warto. Najważniejsze, aby nasi najbliżsi i my sami wiedzieli, jacy jesteśmy naprawdę. Jednak są pewne granice, które po przekroczeniu ciągną za sobą tak brzydki zapach, że przy próbie ignorancji przypominają o sobie na każdym kroku. Z jednej strony osoba, która otwiera drzwi do swojego życia szerzej niż inni staje się obiektem społecznej opinii. W końcu otworzyliśmy je samodzielnie zapraszając świadomie do środka ludzi. Tutaj pasowałoby idealnie porównanie uprzedmiotowienia, które towarzyszy nam na każdym kroku. „Zapłaciłem/am 30 zł za bilet więc mam prawo głosu”. Pewnie! Każdy z nas je ma, nawet jak nie wyda „kwoty X na bilet. Jednak musimy zacząć rozróżniać pojęcia: opinia konstruktywna (która według mnie jest bardzo ważna, ponieważ nie można tylko wiecznie głaskać wszystkich po główce) a wyzwiska i hejt.

- W jaki sposób on się objawia?
- Czy naprawdę nie możemy komentować w sposób kulturalny? Nie potrafimy wyrazić swojego niezadowolenia wykluczając ze słownika wszystkie wulgarne epitety? Czy naprawdę pozwolę sobie zacytować... „Dwie pi*dy w domu to nic dziwnego, że tobie (celowo z małej litery) się udzieliło” albo „Ty k*#%+, wyp*%^#$£aj” Czy to aby na pewno opinia meczowa? Czy te 30 zł wydane na bilet upoważnia nas do naśmiewania, grożenia, wyzywania zawodnika. Mało tego, czy upoważnia to do wykonywania wyżej wymienionych czynności w stosunku do rodziny jakiegokolwiek zawodnika? Nie, nie i jeszcze raz nie. Żadne pieniądze ani status społeczny na to pozwala.

- Jakie więc uczucia Pani towarzyszą, gdy pojawia się hejt?
- Zapewne jak większość kobiet, kiedy słyszę coś na swój temat, to owszem robi mi się przykro, ale szybko zajmuje czymś głowę i po chwili już o tym nie myślę. Jednak jeżeli w mojej obecności, wiadomościach prywatnych lub komentarzach ktoś w tak obrzydliwy sposób wypowiada się o moich najbliższych a w szczególności córce, to mam ochotę zapytać się, gdzie został popełniony błąd? Co nie tak poszło w wychowaniu danej osoby, że upada tak nisko i atakuje dziecko... Z jak wielką frustracją i gniewem musi iść to w parze.

- Jak to się dzieje, że ten hejt stale występuje w życiu?
- Najgorsze jest to, że to my napędzamy karuzelę hejtu. Jednym, według nas niegroźnym komentarzem, który jest nie na miejscu. Złośliwą wulgarną uwagą albo krótkim wyzwiskiem. Druga osoba podchwyci i maszyna ruszyła.

- Ciężkie jest życie, gdy każdego dnia musimy borykać się z hejtem?
- Będąc partnerką/narzeczoną/żoną mężczyzny uprawiającego jakikolwiek sport na pewno trzeba mieć nerwy ze stali, podwójną cierpliwość i ogrom wyrozumiałości. Głównie dlatego, że to my jesteśmy na pierwszej linii frontu po zakończonym meczu. Niezadowolony kibic skończy piwo i pójdzie do domu. Żużel jest dla niego odskocznią od codzienności. Wyładuje swoje emocje na meczu i następnego dnia wróci do swoich prywatnych zmartwień. Dla zawodnika przy tak dużym obłożeniu zawodów, treningów i przygotowań w sezonie bardzo często to codzienność jest odskocznią. W tego typu relacjach trzeba nie raz brać na barki więcej, niż jest się w stanie unieść. Robić wszystko, aby sprawić by dana osoba była lepszym sportowcem.

- Czego się Pani nauczyła, żyjąc z zawodnikiem, który w każdej chwili może być hejtowany za najmniejszy błąd?
- Aby nie dokładać mu jeszcze więcej na głowę. Uśmiechać się mimo tego, że sytuacja temu nie sprzyja. Udawać, że nie widzę i nie słyszę spadającego na niego/na nas hejtu. Wiele naszych (jako partnerek) potrzeb idzie na drugi plan i to jest całkowicie normalne. Nauczyłam się, że żużel zawsze będzie na pierwszym miejscu i powiedziałam, że nigdy nie będzie mi to przeszkadzać dopóki ja będę na drugim. To my jesteśmy najbliżej, widzimy, ile ktoś wkłada w coś pracy, zaangażowania, pieniędzy i serca. To my jesteśmy obciążone porażkami i krytykowane za wszystko.

- Można jakoś z nim walczyć?
- Z tym nie ma co walczyć, tylko zacząć współgrać. Jesteśmy w stanie naprawdę wiele znieść, bo taka jest niewdzięczna rola wszystkich kobiet w męskich sportach. Jednak! My też mamy swoje granice. Każda z nas inną, jednak w efekcie końcowym wszystko sprowadza się do jednego – instynktownej obrony swojej rodziny. Tak jak każdy z was rzuciłby się w obronę swojej żony/męża, tak samo my mamy ochotę krzyknąć: przestańcie! Nie macie zielonego pojęcia, jak ciężką musiał przejść drogę każdy z nich, aby znaleźć się tu gdzie jest! Tylko nam po prostu nie wypada.

- Jaką rolę w tym odgrywają media?
- Media bardzo chętnie w poszukiwaniu kliknięć piszą o zarobkach zawodników i innych mało istotnych nowinkach jak nowy samochód. Rozumiem, że w zimę nic się nie dzieje, jednak nie ukrywajmy – kogo to obchodzi? Po części takimi informacjami sami nakręcają nagonkę na zawodników. Nagłówek „XY kupił mieszkanie z widokiem na jezioro! Widać, że nie należało do najtańszych” – ciach, mamy kliknięcia, sensacje a w następstwach? Burzę komentarzy po pierwszym gorszym meczu... „Mieszkanie sobie kupił to na silniki zabrakło!” Mało kto racjonalnie bierze pod uwagę, że w tych czasach mieszkanie można kupić na kredyt a samochód wziąć w leasing. Poza tym, nie oszukujmy się, ile z czytających ten artykuł osób ma własne mieszkanie? Czy to już czyni z nas milionerów? Czy kupując mieszkanie „zabrakło” już Wam na kombinezon do pracy albo buty robocze? Nie. Dlatego że pracy z domem się nie miesza. Od lat powtarzam to Krystianowi. W pierwszej kolejności sprzęt i wszystkie opłaty a dopiero później przyjemności. Jakim więc cudem kibic X ma „info 100%” że ktoś wydał pieniądze na pierdoły? Nie wprowadzajmy innych w błąd, bo dla kogoś może to być głupi żart, a ktoś inny podchwyci i zrobi się z tego nadmuchana sensacja poparta nieprawdziwymi informacjami.

źródło: inf. własna


Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News

Obserwuj nas!
Artykuł załadowany: 1.0886 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl