REKLAMAeWinner Banner

Stanisław Burza: Startując z najlepszymi żużlowcami na świecie, nie jest łatwo rywalizować o trzecie miejsce (wywiad)

Wywiad ze Stanisławem Burzą

Wywiad ze Stanisławem Burzą (fot. Damian Kuczyński)

W minioną sobotę na torze przy ul. Hetmańskiej w Rzeszowie odbyło się prawdziwe święto żużla. Popołudniową porą sportowcy rywalizowali ze sobą w finale IMŚ na długim torze. Tytuł tegorocznego Mistrza Świata padł łupem młodego Holendra, Romano Hummela. Z kolei Stanisław Burza, na którego ręce złożono dziką kartę, zajął trzecie miejsce w rzeszowskim turnieju. W rozmowie z naszym portalem opowiedział m.in. o wrażeniach na temat tej imprezy, czy o przygotowaniach do zawodów long tracku!

Magdalena Magdziarz (speedwaynews.pl): Na początek chciałabym przede wszystkim pogratulować Panu występu w Rzeszowie. Zajął Pan trzecie miejsce w zawodach w żużlu na długim torze, tak jak miało to miejsce przed rokiem. Jak w Pana ocenie wypada ten finał?
Stanisław Burza (zawodnik Reprezentacji Polski w żużlu na długim torze): Tak jak Pani powiedziała, zająłem trzecie miejsce również w tym roku. Należy przyznać, że jest to również sukces, ponieważ w Rzeszowie startowała światowa czołówka. Są to najlepsi żużlowcy na świecie, nie jest łatwo rywalizować z nimi o trzecie miejsce, czy zdobyte podium. Wiadomo, że chciałbym wygrać te zawody, lecz należy małymi kroczkami nabierać doświadczenia, ponieważ jestem mało doświadczonym żużlowcem w tej odmianie speedwaya. Na co dzień jeżdżę wszak w żużlu klasycznym, dlatego też wszystko jeszcze przede mną. Trzeba się cieszyć, że impreza odbyła się i pogoda na to pozwoliła. Obawialiśmy się warunków torowych i tego, jaka będzie aura, ponieważ przez cały tydzień prognozy nie były sprzyjające. Szczęśliwie, nie padało i udało się nam zorganizować te zawody, wydaje się mi, że mogły one przypaść kibicom do gustu. Było bardzo dużo walki na torze i mijanek między zawodnikami. W takich sytuacjach są naprawdę emocje, kiedy wszystko zmienia się z okrążenia na okrążenie.

- Jak wyglądały pańskie przygotowania do dzisiejszych zawodów? Wszak w zeszłym roku dostał Pan powołanie do startu w rzeszowskiej rundzie na niedługo przed terminem zawodów, wskutek czego sprzęt był wtedy przygotowywany na ostatnią chwilę.
- Wszystko było wtedy na ostatnią chwilę, ponieważ dostałem powołanie dwa tygodnie przed zawodami. Jednak o tegorocznym turnieju myślałem już od tamtego roku. Szukałem sponsorów, szukałem środków, żeby tutaj nie było już takiego problemu, tak jak w zeszłym roku, kiedy wszystko organizowałem przed zawodami. Przygotowywałem się mentalnie, kondycyjnie, jak i sprzętowo. Włożyłem we wszystko bardzo dużo pracy i wysiłku. Po ostatnich zawodach w Pardubicach nie miałem za bardzo czasu, kiedy tego sprzętu przeglądnąć w sprawie silników. Oczywiście najwięcej czasu zajęło przygotowanie silników, nie ukrywam, że chciałem, aby wszystko było należycie przygotowane i ostatnią noc spędziłem na serwisach tego sprzętu. Jak to zwykle bywa, przed zawodami, również pracowałem przy sprzęcie. Wiadomo, że emocje rosną, dochodzi do tego adrenalina i w trakcie zawodów nie odczuwałem jednak żadnego zmęczenia.

- Jeżeli mowa o sprzęcie konkretnie, w ubiegłym roku pomagał Panu szef rówieńskiego żużla, Siergiej Gołownia. Czy w tym roku również współpracował Pan z nim?
- W zeszłym roku tak, ponieważ był to mój ostatni ratunek. W szukaniu sprzętu pomaga mi Maciej Polny, który jest współorganizatorem tych zawodów. Pomógł mi wtedy zakupie ramy, która jest właściwie jego własnością. Natomiast cała reszta, gaźniki, silniki, to wszystko należało do moich obowiązków. W tym roku zakupiłem jednak drugi motocykl, który naprawdę dobrze się spisywał w finale w Rzeszowie. Trochę odświeżyłem swój warsztat, rama jest nowszej generacji, dzięki czemu odczuwam różnicę, ponieważ czuję się wygodniej na motocyklu. No i przede wszystkim w tegorocznych zawodach w Rzeszowie używałem napędu na pasku, nie na łańcuszku, dlatego ten motocykl inaczej już jeździ. Wiadomo, przed nami bardzo dużo pracy, przygotowań, ponieważ czeka mnie cały cykl Grand Prix w kolejnym roku i należy już organizować wiele spraw, sprzętu. Będziemy nad tym pracować przez całą zimę, by podołać temu wyzwaniu.

Popularny "Stanley" na podium w rzeszowskim finale IMŚ w Long Tracku

 

- Dzięki zajęciu miejsca na podium w Grand Prix Challenge w Pardubicach, wywalczył pan miejsce w przyszłorocznej stawce tego cyklu. Czy nastawia się Pan w jakikolwiek sposób przed tym sezonem?
- Nie nastawiam się, ponieważ wiem, że kiedy człowiek się nastawia, coś potem nie wychodzi. Do każdych kolejnych zawodów podchodzę ze spokojem i staram się nie myśleć o nich. Wykonuję swoją pracę, przygotowuję sprzęt, nie wybiegam myślami do przodu.

- Żużel na długim torze kontra żużel klasyczny. W którą odmianę tego sportu bardziej się Pan skłania?
- Jestem już zawodnikiem wiekowym i wiadomo, że nie myślę już o regularnej jeździe na żużlu, robię to od czasu do czasu, bardziej tak dla odskoczni. W long tracku nie ma tych zawodów zbyt wiele, więc mogę sobie na nie pozwolić, ze względu na moje obowiązki, które mam na co dzień. W tym momencie nie znajduję już czasu, by ścigać się w rozgrywkach ligowych.

- Czy wierzy Pan jeszcze, że w tym roku odbędzie się jeszcze finał Drużynowych Mistrzostw Świata w żużlu na długim torze?
- Cały czas na to czekam, bardzo bym chciał. Byłoby świetnie, bo w takim przypadku nasza drużyna, czyli Adam Skórnicki i Marcin Sekula, mieliby szansę na start, a nie tylko na oglądanie zawodów z poziomu parku maszyn. Jeśli tylko uda się to zrealizować, to pojedziemy tam.

Źródło: inf. własna


Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News

Obserwuj nas!
Artykuł załadowany: 1.2032 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl