Kapitan Landshut o awansie: Wygrana w pierwszym sezonie? Niewiarygodne (wywiad)

Martin Smolinski

Martin Smolinski (fot. Magdalena Magdziarz)

Do ligi polskiej dołączyli zaledwie w minionym roku, po uzyskaniu wszelkich nieodzownych pozwoleń ku temu. W pierwszym sezonie swojej jazdy Landshut Devils dokonał jednak czegoś niemożliwego i wygrał rozgrywki na drugoligowym szczeblu, tym samym awansując na zaplecze PGE Ekstraligi. W rozmowie z naszym portalem Martin Smolinski, podzielił się kilkoma refleksjami na gorąco po uzyskaniu tego awansu. Kapitan "Diabłów" był w niedzielę niekwestionowanym liderem zespołu, imponując swoją postawą na torze.

Magdalena Magdziarz (speedwaynews.pl): Cała drużyna Landshut Devils dokonała czegoś niezwykłego w Waszym pierwszym sezonie w 2. Lidze. Chociaż przegraliście dzisiaj w Opolu, to jednak zaliczka punktowa wywalczona tydzień temu pomogła Wam i pozwoliła na uzyskanie awansu do 1. Ligi.
Martin Smolinski (kapitan Trans MF Landshut Devils): Jestem bardzo szczęśliwy. To niewiarygodne, że jako drużyna startująca w pierwszym sezonie, uzyskaliśmy awans. To jednak też bardzo smutne dla Opola, że przez szesnaście lat pracują na awans do 1. Ligi Żużlowej. Nie jest jednak niestety tak łatwo tego dokonać. Zrobiliśmy to i jestem bardzo szczęśliwy. Po prostu bardzo dziękuję wszystkim i moim sponsorom i moim fanom.

- Wiadomość o tym, że będziecie jeździć w Polsce pojawiła się w ostatnich miesiącach ubiegłego roku. Czy dołączając do 2. Ligi, jako druga z niemieckich ekip, spodziewaliście się takiego sukcesu?
- Tak i nie. Mieliśmy spotkanie i rozmawialiśmy o wszystkim i powiedzieliśmy, że naszym planem było być w playoffach, ponieważ mamy dobry zespół i moglibyśmy to zrobić. Jak się jedzie w playoffach w Polsce, to wszystko jest możliwe. Mieliśmy też bardzo dobry występ u siebie, zdobyliśmy 40 punktów, a do tego Kolejarzowi nie było łatwo na naszym terenie. Dzisiaj po biegu ósmym, dziewiątym, zaczęliśmy trochę przegrywać i ulegać gospodarzom. Pojechaliśmy już nieco wolniej. Miałem trochę problemów na torze, ale pod koniec bardzo dobrze współpracowaliśmy jako zespół. Myślę, że przedstawiłem reszcie zespołu kilka bardzo dobrych uwag i spostrzeżeń. Na koniec wygrałem też ostatni bieg nominowany. Cóż, powiedziałbym, że może i byłem najstarszym zawodnikiem, który się tu dziś ścigał, ale pokazałem wszystkim młodym chłopakom, jak to się robi!

- W kolejnym sezonie w 1. Lidze czeka Was spotkanie m.in. ze spadkowiczem, Falubazem Zielona Góra. O co będziecie chcieli powalczyć za rok?
- Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Będziemy od kolejnego sezonu w 1. Lidze, więc musimy zobaczyć, co się będzie działo i jak nam to wyjdzie. Nie będzie to dla nas najłatwiejsza droga do zrobienia kroku naprzód z powodu wszystkich innych zawodników, z którymi przyjdzie nam stanąć pod taśmą. Myślę jednak, że mamy bardzo dobre wsparcie od naszych sponsorów. Najważniejszą rzeczą, jaką mamy w naszym zespole, jest to, że możemy o wszystkim porozmawiać. Wiemy też, że wszystko jest płacone regularnie i kiedy wysyłamy faktury, to wiemy, że pieniądze będą w naszym banku w ciągu tygodnia. Jest jednak też tak, że w innych klubach sytuacja jest nie do końca taka, jak być powinna. A ja muszę zapłacić za moje życie, kupić jedzenie. To, co mamy, i za co muszę bardzo podziękować naszemu zespołowi, jest to, że nasze wypłaty są szybko na naszych kontach.

- Jako kapitan Landshut Devils robisz bardzo wiele dla swojego zespołu i dla zawodników.
- Jako kapitan nie jestem najłatwiejszym człowiekiem. Czasami jestem bardzo bezpośredni i nie mogę sobie z tym poradzić, ale taki mam charakter. Myślę, że koniec końców pokazuję wszystkim rzeczy takimi, jakimi powinny być i wszyscy szanują mnie za to takim, jakim jestem. Pokazuję drużynie właściwą drogę. Jeśli spojrzeć wstecz, to podczas pełnienia mojej funkcji kapitana Landshut, wygraliśmy siedem razy ligę niemiecką. Teraz jestem tak samo kapitanem, pokazuję chłopakom sposoby, jak coś zrobić, a czasami oni po prostu mnie nie lubią. Wszystko dlatego, że jestem bardzo szczery wobec nich i mówię im wprost, jakie błędy popełniają. Na końcu musimy jednak wygrać. To najważniejsza rzecz.

- Jakiś czas temu uczestniczyłeś w groźnie wyglądającym wypadku w Rawiczu. Jak się czujesz po prawie miesiącu od tego zdarzenia? Przed Tobą też krótki czas odpoczynku od jazdy na żużlu podczas przerwy zimowej.
- Osobiście uważam, że miałem bardzo ciężki sezon. Tak, kilka tygodni temu miałem bardzo nieprzyjemny wypadek, przeleciałem ponad bandą. Mój sezon jest już zakończony, był dla mnie bardzo ciężki i potrzebuję trochę odpoczynku, ponieważ odczuwam wciąż trochę ból w plecach, tak samo w biodrze. Kiedy jednak siedzę na motocyklu, jestem bardzo, bardzo szybki. Więc czekam z niecierpliwością, aby mieć dobry i mam nadzieję bardzo skuteczny plan treningowy, aby uzyskać formę na sezon 2022.

- Na koniec - gdybyś miał wymienić najważniejszą dla Ciebie rzecz w żużlu, byłoby to…?
- Och, najlepszą rzeczą są po prostu emocje, jazda bez hamulców, bez ograniczeń. Dla mnie najlepszą rzeczą jest też świat rodzinny, razem z fanami, nie jesteśmy żadnymi supergwiazdami. Jesteśmy ludźmi, wiesz, jak ty i ja. Na koniec siadamy razem, możemy pójść na piwo, napić się i zrobić sobie zdjęcie.

Źródło: inf. własna


Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News

Obserwuj nas!
Artykuł załadowany: 1.2563 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl