Mateusz Cierniak: Sprawiliśmy niespodziankę sobie i całemu środowisku żużlowemu (wywiad – cz. 2.)

NICE 1. LŻ

Składy

  wydrukuj podstronę do DRUKUJ25 listopada 2018, 12:00 komentarzy 1
Mateusz Cierniak podczas debiutu ligowego w Ostrowie Wielkopolskim

Mateusz Cierniak podczas debiutu ligowego w Ostrowie Wielkopolskim (fot. Anna Kłopocka)

Zapraszamy Państwa na drugą część obszernej rozmowy, którą nasz portal przeprowadził z Mateuszem Cierniakiem, juniorem Grupa Azoty Unii Tarnów. W niej porozmawialiśmy m.in. o wrześniowych sukcesach indywidualnych i drużynowych, jak również o debiucie w rozgrywkach ligowych.

REKLAMAskarb kibica 2020

Pierwsza część obszernego wywiadu znajduje się TUTAJ.

Stanisław Wrona, speedwaynews.pl: Po eliminacjach do finału MIMP w Krośnie, w kolejnym dniu miałeś wziąć udział w rannym półfinale Indywidualnych Mistrzostw Świata w klasie 250cc w Gdańsku? Ostatecznie w protokole byłeś wpisany, jako „niestartujący”. Dlaczego zabrakło Cię w tych zawodach i jak to wyglądało?
Mateusz Cierniak, zawodnik Grupa Azoty Unii Tarnów: – Eliminacje w Krośnie skończyły się dosyć późno, a my mieliśmy do pokonania 700 kilometrów. Obowiązkowo miałem stawić się w Gdańsku o godzinie ósmej rano na treningu i tak też się stało. Po całonocnej podróży byłem jednak bardzo zmęczony, a oprócz tego miałem spore bóle głowy. Po rozmowach z trenerem kadry, Janem Ząbikiem i lekarzem zawodów, doszliśmy do wniosku, że mój start w tych zawodach będzie niemożliwy.

Dwa tygodnie później kibice w Tarnowie liczyli na kolejny Twój występ w „Jaskółczym Gnieździe”. Miało to nastąpić w półfinałowej rundzie DMPJ 17 lipca. Byłeś wówczas na liście startowej, jednak na torze ostatecznie się nie pojawiłeś. Co się wówczas stało?
– Tydzień wcześniej, na treningu miałem małą kolizję z Dawidem Rempałą. W tym wypadku ucierpiała moja kostka. Miałem tam lekkie skręcenie, co uniemożliwiło mi wystartowanie w tych wspomnianych zawodach. Nie żałuję jednak, bo wtedy tor był dosyć ciężki (śmiech). Pewnie, jeśli wystartowałbym z tą bolącą kostką, to źle by się to skończyło. Każde pociągnięcie tej nogi, mogłoby skutkować dużym bólem i uniemożliwiłoby mi to starty w kolejnych zawodach. Wolałem zatem odpocząć, te odpuścić i przygotowywać się do kolejnych.

Na liście się jednak pojawiłeś. Czy zakładałeś, że w ostatniej chwili możecie podjąć decyzję o starcie, pomimo urazu kostki?
– Tak, mówiłem trenerowi, żeby wstawił mnie do składu. Mogło mi przejść. Cały czas odpoczywałem, smarowałem tę nogę i liczyliśmy, że może akurat się uda. Rano, w dzień zawodów stwierdziliśmy jednak, że to nie ma sensu.

Ten tydzień był w ogóle niefortunny, ponieważ w piątek, 20 lipca w Gorzowie Wielkopolskim zajęliście ostatnie miejsce w finale MMPPK, a Ty zdobyłeś dwa punkty w pięciu startach. Czy ta porażka, bardzo zdeprymowała Ciebie i kolegów – Patryka oraz Dawida Knapika? Nie jechaliście tam, jako faworyci, jednak wróciliście do domów po zajęciu siódmego miejsca w finale.
– Były to jedne z najgorszych zawodów w sezonie, niezbyt udane. Tam testowaliśmy również nowy silnik, który nie zdał egzaminu. Bodajże po dwóch, albo trzech biegach na nim, zdecydowaliśmy, że pojadę na drugim motocyklu. Na tym pierwszym nie dało się jechać, nie pasował on do tego toru. Później ciężko było już odrobić straty. Wiadomo, że pojawiło się lekkie rozkojarzenie, bo nie wiedzieliśmy, o co za bardzo chodziło. Później jednak wyciągnęliśmy z tego wnioski i w kolejnych zawodach było już o wiele lepiej.

Następne tygodnie to dalszy ciąg półfinałowych rund DMPJ. Nadal nie schodziłeś poniżej pewnego, dobrego poziom punktowego. Nieco gorzej poszło Ci w Lesznie i Toruniu, gdzie zdobyłeś odpowiednio 4 i 5 punktów z bonusem, w obu przypadkach w trzech biegach. Gdy wróciłeś do tego pierwszego miasta, było już jednak lepiej, gdyż wywalczyłeś 8 „oczek” w czterech startach. Widać zatem, że z każdej takiej wizyty wyciągałeś lekcje.
– Jak już wcześniej wspominałem, z zawodów na zawody podnosiłem swoje umiejętności. Podczas pierwszej wizyty w Lesznie był to dla mnie kolejny nowy tor. Debiutowałem na nim, więc wiadomo, że mi było ciężej, niż tym, którzy jeździli na nim na co dzień. Mowa tutaj o zawodnikach z Leszna, albo innych kolegach, co wcześniej już tam startowali. Po pierwszym występie wyciągnęliśmy jednak wnioski, wiedzieliśmy już jak ustawić motocykle. Zmieniłem również podejście do zawodów, jak choćby to, że wcześniej szedłem spać. Na tych pierwszych byłem też dosyć zmęczony, było wówczas również bardzo ciepło. Kolejnym razem zmieniłem swoje przygotowanie. Jak widać zrobiłem to z dobrym skutkiem.

Na początku września, ostatnie już występy w półfinałach DMPJ, dwa w Gnieźnie i jeden w Łodzi. W debiucie na tym pięknym, nowym obiekcie, zdobyłeś 11 punktów w czterech startach. Jak to pamiętasz i czy chętnie będziesz tam wracał?
– Ten stadion zrobił na mnie ogromne wrażenie. Jest jednym z piękniejszych w Polsce. Tor również, miał bardzo fajną geometrię. Jeździło mi się na nim bardzo dobrze. Wówczas był on bardzo wymagający, przyczepny. Do tego jeszcze się rozwalał, gdyż był dosyć świeży. Widać jednak, że gdy tor był wymagający, to często notowałem dobre wyniki. W pierwszym biegu od razu udało mi się pokonać zawodnika z Łodzi – Jakuba Miśkowiaka. Następnie zmieniliśmy lekko motocykl, wprowadziliśmy drobne korekty, co poskutkowało kolejnymi zwycięstwami. Przydarzył mi się tam wówczas również jeden upadek, nie z mojej winy. Mateusz Dul z Wrocławia we mnie wjechał. Pokrzywiłem drugi motocykl, bo wcześniej w Gnieźnie miałem również upadek, po którym „skasowałem” już jeden. Później jechałem na trochę krzywym motocyklu, ale dawałem radę. Często trenowałem na takim wymagającym torze i to również odpowiednio poskutkowało.

Połowa września to Twoje świetne występy. Na początku były turnieje Zaplecza Kadry Juniorów w Krakowie i dwa zwycięstwa indywidualne, w gronie szesnastu zawodników. Udowodniłeś, że forma była odpowiednia. Nie tylko ze startu, ale również na dystansie prezentowałeś się bardzo dobrze, zwłaszcza drugiego dnia, bo w pierwszym tej walki faktycznie zbyt wiele nie było. Jak pamiętasz te dwa występy?
– W obu przypadkach zawody były przeze mnie bardzo dobrze odjechane. Kolejny nowy tor, który zaliczyłem, pojawił się na mojej liście. Od razu mi się on spodobał. Był podobnie bardzo wymagający. Pojawiały się dziury, mocno się odsypywał. Można było „poszaleć” po szerokiej, co akurat lubię. Jak widać, poskutkowało to dobrymi wynikami. Dwa dni z rzędu odniosłem zwycięstwa. Tak naprawdę nie miałem sobie równych. Motory i wszystko inne pasowało jak najlepiej.

Dzień później odbył się finał DMPJ w Gorzowie Wielkopolskim i lekcja z lipca odrobiona wzorowo. Zdobyliście złote medale po kompletach Twoich i Patryka, przy dwóch biegach wygranych podwójnie również z Dawidem Rempałą. Na koniec dedykacja dla Krystiana. Był to chyba jeden z najpiękniejszych dni sezonu 2018?
– To były niesamowite zawody. Nie wiem, co my w ogóle wtedy zrobiliśmy (śmiech). Nie jechaliśmy tam jako faworyci, w sumie może i dobrze. Nie mieliśmy na sobie presji, nikt jej na nas nie wywierał. Po prostu mieliśmy odjechać dobre zawody. Trener, gdy nie udawało się nam zwyciężać w pojedynczych rundach i byliśmy smutni, to przez cały sezon powtarzał nam, że to finały są od wygrywania. Tak się właśnie stało. Pojechaliśmy bardzo dobrze. Każdy wypełnił swoje zadanie, najlepiej jak umiał. Z Patrykiem obydwaj zrobiliśmy komplety. Dawid do dorobku naszej drużyny dołożył tych kilka cennych punktów, co dało nam wygraną w finale i zdobycie Drużynowego Mistrzostwa Polski Juniorów. Jeśli chodzi o odrobienie lekcji z lipca, to przez cały miesiąc pracowaliśmy nad silnikiem, który wtedy nie pojechał za dobrze. Dopracowaliśmy go do perfekcji z Panem Jackiem Rempałą, moim tunerem. Właśnie na tym silniku pojechałem w finale, zaufałem, mu. Pracował ze mną dobrze (uśmiech).

Wiedzieliście, że nie będziecie faworytami. Czy jednak o możliwości zdobycia medalu rozmawialiście wcześniej, np. w drodze na ten finał lub w poprzednich dniach?
– Pojawiały się myśli i rozmowy, że możemy nawet być na podium. Szczerze, to przed zawodami, nie myślałem w ogóle o złocie. Chcieliśmy z chłopakami pojechać jak najlepiej. Myśleliśmy, że jeśli udałoby się nam wywalczyć brąz, to byłoby wówczas już coś niesamowitego. Nikt się jednak nie spodziewał złota. Sprawiliśmy tę niespodziankę sobie oraz całemu środowisku żużlowemu i udało się nam wygrać.

Na końcu pojawiła się dedykacja dla ś.p. Krystiana Rempały. Czy to było spontaniczne, czy wcześniej wiedzieliście, że właśnie jemu poświęcicie ewentualny sukces lub zdobycie medalu?
– Był to bardziej impuls chwili. Cały czas myślimy o Krystianie. Był on naszym kolegą z toru, jak również i prywatnym. Sądzę, że ta myśl o dedykacji powstała w chwili. Był on również juniorem, naszym tarnowskim i tutaj też się wychowywał.

Później nastąpiła chwila przerwy i pojawiło się zainteresowanie klubu z Ostrowa Wielkopolskiego, wzmocnieniem na baraż. Skąd i kiedy wziął się ten pomysł ich działaczy? Osiągnięty wynik był ponownie rewelacyjny – 9 punktów z trzema bonusami, czyli płatny komplet w ligowym debiucie.
– Trener Mariusz Staszewski zadzwonił do taty. Miało to miejsce około dwa tygodnie przed barażami. Zapytał nas, czy nie chciałbym może wystąpić w tym właśnie meczu. Tego dnia wiek pozwalałby mi już na start we wspomnianym pojedynku. Moment się zastanawialiśmy i stwierdziliśmy, że to mogą być fajne zawody. Mogłem zaliczyć ligowy debiut już w tym sezonie i dowiedzieć się, jak wygląda liga. Tamtejsi działacze też zapewnili, że nie będą wywierać na mnie żadnej presji, abym odjechał sobie po prostu spokojne zawody. Tak właśnie było. Dwa dni przed meczem odbył się tam trening punktowany z Falubazem Zielona Góra. Dopasowywaliśmy motocykle do tego toru. Był on kolejnym, który zapisałem na swojej liście, poznanych w tym sezonie. Odjechaliśmy bardzo fajny trening. W sobotę przygotowywaliśmy motocykle, a w niedzielę czekała mnie liga. Wiadomo, że pojawił się lekki stres przed zawodami. Tysiące kibiców zgromadziło się na trybunach. Prawie od początku wszystko szło po mojej myśli. Na wstępie psułem starty, ale później miałem już tak spasowany motocykl, że wszystko ewentualnie nadrabiałem na trasie, albo już w pierwszym łuku. Udało mi się pokonać Tomka Gapińskiego, jak również Rafała Okoniewskiego, czy Adriana Cyfera, co było niesamowitym wyczynem. Sam nie mogłem uwierzyć, że potrafiłem to zrobić. Byłem jednak tak dobrze spasowany do tego toru, że nie miałem z tym większych problemów.

Możesz zatem już powiedzieć, który tor jest Twoim drugim ulubionym?
– Myślę, że jest to na tę chwilę właśnie tor w Ostrowie Wielkopolskim (śmiech).

Na trzecią część rozmowy z Mateuszem Cierniakiem, zapraszamy Państwa w środę, 28 listopada. W niej poruszymy m.in. wątek ostatniego na jakiś czas występu z Patrykiem Rolnickim. Porozmawiamy również o powołaniu do kadry narodowej oraz o szansach tarnowskich "Jaskółek" w sezonie 2019.

źródło: inf. własna


1Komentarze

Dodawanie komentarzy tylko dla zalogowanych. Kliknij tutaj aby się zalogować lub zarejestruj się.

Portal www.speedwaynews.pl/ nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
  • GregTarnów 1 11 miesięcy temuocena: 100% 

    Mateusz już osiąga świetne wyniki.Spokojnie może być jednym z najlepszych juniorów na zapleczu Ekstraligi.

Artykuł załadowany: 0.5968 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl