REKLAMAeWinner Banner

Josef Franc: Kocham żużel całym sercem, ale jestem już stary chłopak. SoN w Daugavpils? To był istny motocross! (wywiad)

Josef Franc w Mariańskich Łaźniach

Josef Franc w Mariańskich Łaźniach (fot. Niklas Breu)

Josef Franc to bardzo doświadczony żużlowiec. W swojej karierze łączy klasyczny speedway z long trakiem, w którym odnosi niemałe sukcesy. W ostatnich dniach wziął udział w półfinale SoN w Daugavpils, a kilkanaście godzin później w mistrzostwach Czech w oddalonych o ponad 1500 km Mariańskich Łaźniach. Portal speedwaynews.pl zaprasza do przeczytania rozmowy z sympatycznym Czechem!

Damian Kuczyński (speedwaynews.pl): - Pepe, zacznijmy od piątkowego półfinału Speedway of Nations w Daugavpils. Reprezentacja Czech, w barwach której startowałeś, zajęła szóstą lokatę. Co możesz powiedzieć o tych zawodach?
Josef Franc (zawodnik AK Markéta Praga, brązowy medalista mistrzostw Czech na długim torze): - No powiem tak, nie były to na pewno ładne zawody. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o moją jazdę, to nie wygląda to dobrze w tym roku. To mnie trochę martwi, wielka szkoda. Patrząc na wynik drużyny, na pewno gdyby był z nami Jan Kvěch, Czechy mogłyby wywalczyć naprawdę dobry wynik. To jest młody, utalentowany junior. Niestety nie mógł wystąpić w tym turnieju.

- Tak, jak mówisz, nie były to ładne zawody. Tor na Łotwie pozostawiał wiele do życzenia…
- Przed startem turnieju nie wyglądało to źle. Tor był twardy i zdawał się być dobrze przygotowany. Później jednak… klasyczny Daugavpils (śmiech). Porobiło się dużo dziur w nawierzchni. Jakby to ująć… był to… motocross!

- Zawody skończyły się w piątek po dwudziestej, a mistrzostwa w Mariańskich Łaźniach rozpoczynały się o trzynastej w sobotę. Odległość ponad 1500 kilometrów i osiemnaście godzin jazdy. Jak się tutaj dostałeś? Chyba nie powiesz, że na kołach…
- Nie, nie… To by było nierealne. Poleciałem samolotem z Rygi do Monachium. Dopiero z lotniska na Bawarii do Mariańskich Łaźni udałem się samochodem. Przyjechałem o dziewiątej rano. Sprzęt do długiego toru, wraz z mechanikiem, czekał na mnie na miejscu.

Pepe Franc miał niewiele czasu na odpoczynek po zawodach Speedway of Nations. Mimo tego pokazał się czeskiej publiczności ze znakomitej strony, wywalczając brązowy medal mistrzostw swojego kraju


- Tutaj, w Mariańskich Łaźniach, startowałeś jako obrońca tytułu mistrza Czech, wywalczonego przed rokiem…
- Było ciężko, już przed zawodami wiedziałem, że Stephan Katt to jest jeden z głównych faworytów. To naprawdę dobry zawodnik jeśli chodzi o odmianę speedwaya, jaką jest long track. No i jeszcze nowy mistrz świata – Romano Hummel. Niemniej dobrze, że udało mi się wejść do finału i wywalczyć medal.

- Wróćmy na chwilę do końcówki sierpnia i finału IMŚ, jaki miał miejsce w Rzeszowie. Co sądzisz o rozgrywaniu imprez długiego toru, na obiektach, które nie mają takiego „long tracku” z prawdziwego zdarzenia? Tu, w Mariańskich Łaźniach jest aż kilometr, a w Rzeszowie nie ma nawet czterystu metrów.
- Dla mnie dobrze, że na zawodach w takich miejscach przychodzi dużo kibiców. Tor jednak musi być dostosowany do tak długich motocykli. Myślę, że dobry byłby na to Wrocław, czy Leszno. Rzeszów tak w mojej opinii – pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Nie zmienia to jednak faktu, że był to naprawdę świetny turniej. Myślę, że wszystkim zawodnikom jechało się bardzo dobrze

- A czy w Mariańskich Łaźniach zagości niebawem taka impreza, jak to było przed laty? Niedawno odbywał się tutaj chociażby Challenge do Grand Prix…
- Może być ciężko. Taka impreza generuje bardzo duże koszta. Jesteśmy małym klubem i raczej nie stać nas na zorganizowanie takiego wydarzenia, jakim są mistrzostwa świata.

Trzeba mieć niezwykłe doświadczenie, aby tak dobrze władać motocyklem przy ogromnych prędkościach osiąganych na long tracku...


- A co jest dla ciebie na ten moment ważniejsze? Klasyczny speedway – plochá dráha, czy long track, jak to u was mówicie – dlouhá plochá dráha? Startujesz w obu odmianach tego sportu.
- Ja kocham żużel całym sercem, ale już jestem stary chłopak (śmiech). Muszę się koncentrować jak najwięcej na długim torze. Startuję jednak nadal w klasycznym speedwayu, mimo tego że raczej nie mam już szans na powrót do polskiej ligi. Póki nie myślę o zakończeniu kariery, będę kochał long track i starał się w nim odnosić jak najlepsze rezultaty

- Czy w waszym kraju są młodzi zawodnicy, którzy przejmą po tobie pałeczkę na long tracku?
- Petr Chlupáč jest jednym z młodych zawodników, któremu spodobała się jazda na długim torze. W zeszłym roku występował tutaj w Mariańskich Łaźniach. Nie startuje jednak teraz, bo zabronił mu tego jego tato. Miał poważny wypadek właśnie tu, na long tracku, a to nie było przyjemne. Ojciec nie pozwoli mu na kolejny taki incydent.

- A oprócz Petra Chlupáča?
- Do Muhldorf, w Niemczech, pojechał raz Jan Kvěch. Zorganizowano trening i prezentował się na tym torze dosłownie perfekcyjnie, jak… Smolinski (śmiech). Sylwetkę na motocyklu miał idealną, sto procent, jak profesjonalista. Może będzie kiedyś próbował więcej.

- Dziękuję Pepe za rozmowę, trzymaj gaz i ciesz się jazdą!
- Dzięki również i pozdrawiam wszystkich kibiców!

 

POLECAMY RÓWNIEŻ NAJNOWSZE WYWIADY ZE SPECJALISTAMI OD DŁUEGO TORU:
- INDYWIDUALNYM MISTRZEM ŚWIATA - ROMANO HUMMELEM - KLIKNIJ TUTAJ
- REPREZENTANTEM POLSKI - STANISŁAWEM BURZĄ - KLIKNIJ TUTAJ
- ZAWODNIKIEM ŁĄCZĄCYM WSZYSTKIE MOŻLIWE ODMIANY ŻUŻLA - KLIKNIJ TUTAJ

Źródło: inf. własna

 

Oferta na PGE Ekstraligę dostępna tutaj -> sprawdź szczegóły!


Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News

Obserwuj nas!
Artykuł załadowany: 1.095 sekundy

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl